12 styczeń 2012

Zostań Wege.

A bo tak już 18 wiosen mija jak zdecydowałem się zarzucić spożywania cudzego cierpienia, więc mnie wzięło na promocję tego. Zatem ZOSTAŃ WEGE i Ty drogi czytelniku. Choćby na 30 dni jak zachęcają na tejże stronie.

11 styczeń 2012

Iluzja = głupota = ignorancja = cierpienie.

Zastanawiające jest w jakiej ludzie iluzji żyją. Ba! Nawet nie chcą z niej wyjść. O co tu chodzi?
Kiełbaska smaczna, ale nie ze świnki, tylko ze sklepu. Po prostu ręce opadają. Dorośli ludzie. Lepiej niech rzeźnia będzie gdzieś daleko. Niech nie wiem, że to co jem, cierpiało nieziemskie katusze zanim trafiło na mój talerz. Nie chcę słyszeć ryków, pisków i płaczu. Niech ktoś szybko zmyje krew z podłogi. Nie chcę o tym wiedzieć!!! Zamknij się!!! Nie mów tego!!! Cicho!!! Precz!!!

09 grudzień 2011

Koncerty w miejscach z wyszynkiem.

Decyzja o zaprzestaniu występów w miejscach z wyszynkiem, rodziła się we mnie od kilku lat, ale ciągle nie mogła dojrzeć. Może dlatego, że było zapotrzebowanie na takie właśnie koncerty. Może dlatego, że do takich miejsc byliśmy zapraszani. A może też dlatego, że w takich właśnie miejscach jest luka na niszową muzykę...
Z innej strony patrząc, to gdzie teraz można znaleźć miejsce bez wyszynku?! Może w jakiejś szkole ;). Może przesadziłem. Takie czasy.

Może właśnie takie czasy nastąpiły, że ludzie nie potrafią już odpocząć i zrelaksować się bez "chemicznej" zmiany świadomości? A może za dużo wymagam od słuchacza? Tak. Za dużo. Jestem dinozaurem z dawnych czasów, gdzie ludzie przychodzili do kawiarni, aby przy herbatce posłuchać muzyki.

Ale zdarzyło mi się ostatnio z chłopakami zagrać koncert w Klubie Kuźnia (nie mylić z mordowniami, które nazywa się teraz klubami, w których można się "klubowo", czyli "kulturalnie" nawalić), w takim rasowym młodzieżowym klubie kultury. I była muzyka z tekstem, i byli słuchacze, i bisy były... Czasem zdarzają się takie koncerty.

W czasie występu nikt nie gadał. Nikt nie wychodził do toalety (w w/w "klubach"-mordowniach idzie się do kibla). Było natomiast porozumienie między sceną, a widownią. Ten przepływ energii, o którym marzy każdy wykonawca. Po prostu przyszli ludzie posłuchać. I tylko po to. Ciekawostką jest też to, że słuchaczy było więcej niż w niejednym miejscu z konsumpcją :).

Na pewno takich koncertów będzie dużo mniej, ale nie ilość się liczy. Wartości się nie obliczy w odróżnieniu od tego co się opłaca. Na pewno są jeszcze osoby dla których warto zagrać koncert z piosenką z tekstem. Nie ma co w to wątpić.

Ktoś, kiedyś, jakieś 2 tysiące lat temu powiedział: "Nie rzucaj pereł między świnie". :)
Tak piszę, gdyby ktoś pytał, czemu nie gramy już w miejscach z wyszynkiem...

01 grudzień 2011

Kto potrzebuje GMO?

A bo tak sobie żyjemy bez refleksji nad tym co nas otacza. A jedzenie coraz podlejsze. GMO to paskudztwo. Nie dajmy się zakrzyczeć, że jest inaczej. Pieniędzy nie da się jeść.

22 wrzesień 2011

Portale społecznościowe (czyt: plotkarskie).

Nie spodziewałem się tego co się stanie, gdy usunę swoje konta w portalach społecznościowych. Przed chwilą się to wydarzyło, a ja poczułem... ulgę! Wielka ciekawostka. Wcześniej myślałem, że wystarczy tam nie zaglądać i już jest się wolnym, ale tak nie jest. Co jakiś czas łapałem się na tym, że z jakiegoś "bardzo ważnego powodu" znów tam jestem.

Wygląda na to, że trzeba się odciąć raz na zawsze i wtedy problem znika. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia woli, aby tam nie bywać, ale wygląda na to, że jednak nie każdy ma tak silną wolę. Mówię oczywiście o sobie. Jakby nie było, teraz już nie mam... gdzie bywać, a książki powróciły do łask. Tak, te papierowe. No nie jest tak, że wcześniej zarzuciłem czytanie ich na rzecz monitora, ale teraz czas czytania się podwoił. Albo jeszcze lepiej. :)

Jeśli, ktoś się waha, czy usunąć to dziadostwo, to polecam. Mi pomogło ;).

20 wrzesień 2011

A jak nie pisać piosenek dla mas.

Nie mogłem sobie odpuścić. Po prostu nie można być obojętnym na narzucanie innym, wręcz wciskanie swoich racji. A dodatkowo w formie w jaką ubrano hymn jednej ze szkół podstawowych w Krakowie. A dlatego mnie to zabolało, bo mój syn do tej szkoły zaczął uczęszczać.

Rozumiem, że ktoś może sobie coś pisać do szuflady. Rozumiem też, że ktoś pisze i publikuje to w internecie. Nawet mogę zrozumieć wydanie tego na papierze w formie tomiku, płyty CD, czy publikacji w czasopiśmie. Nie mam do tego żadnych uwag. A to dlatego, że mam wybór. Mogę po to sięgnąć jeśli mam na to ochotę, ale mogę też tego zaniechać i pominąć wielkim łukiem.

Wciśnięcie w usta niczego nieświadomym dzieciom, tego grafomańskiego gniota o którym mowa, jest niebywałym gwałtem. Rzeczony tekst "urzeka" już podobno któryś rocznik tejże szkoły. Wiem, że chcielibyście, abym tu zamieścił opisywany zlepek słów, ale tego nie zrobię. Potem nie mógłbym spojrzeć na tego bloga. Stylu tego czegoś nie można nawet porównać do eposów z połowy XX wieku opiewających wielkiego wodza sowietów.

Sam piszę piosenki pod którymi się podpisuję. Jedni mają z nich przyjemność, inni je omijają. Nie wciskam ich jednak nikomu na siłę i nikogo nie częstuję nimi, jeśli nie chce. Wiem, że to sprawa gustu, czy ktoś to lubi. Nie muszę jednak przepuszczać mojej twórczości przez sito ekspertów, bo ona nie jest twórczością dla mas. W przypadku tego hymnu (tfu! po prostu określenie "hymn" z tym gniotem nie może mi przejść przez usta) jakiś samozwańczy wierszokleta wydusił coś na papier i potem zostało to zaakceptowane, albo wciśnięte chyba na siłę (a podobno komuna minęła). A teraz setki dzieci nieświadomie wypowiada, ba! wyśpiewuje to tłumnie jak jakieś zniewolone północno-koreańskie żywe kukiełki.

A napisałem to głównie po to, by móc odesłać tu każdego, kto będzie pytał dlaczego zakazałem mojemu dziecku uczyć się tego dziadostwa na pamięć. I każdy inny, zainteresowany, może się poprzeć powyższym tekstem.