Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

26 stycznia 2018

Piosenki, występy i inne przemyślenia.

Przy miłym koncercie na Jamnej przywędrowały (tak właściwie to wróciły) do mnie natrętne myśli o tym, że nasze występy nie są czymś, co daje powód do dobrej zabawy. Wręcz przeciwnie. Piosenki te są po to, by zepsuć zabawę. By wprowadzić w słuchaczu niepokój. Aby wśród ogólnego rozbawienia wcisnąć kij w mrowisko. Zabić Dionizosa, a razem z nim jego współbiesiadników.

Wiadomo, że wszystko zależy od słuchacza. Jeśli jest on nastawiony na bezmyślne zabijanie świadomości alkoholem i hałasem, to piosenki te będą dla niego jak kolec psujący zabawę. Z tego też powodu zaniechaliśmy swego czasu grania w miejscach z wyszynkiem. Tak zwane "granie do kotleta". Obecnie jest tego w naszym życiu zdecydowanie mniej. Może jednak jakość miejsc jest lepsza. Choć w ludziach jakby intoksykacji więcej, ale to wszędzie. Bez względu na miejsce. No chyba że... ;)

A bo tak już kiedyś wspominałem, nawet chyba na tym blogu, nie będziemy śpiewać o pierdołach. Tego już jest zbyt dużo w świecie. A choć i nasze piosenki przeminą jak wszystko inne, to jednak może ktoś, choć jedna osoba pochyli się nad jedną z nich i przemyśli kierunek w którym podąża. Dla nas wystarczy. A gdyby nawet nikt, to i tak będziemy to robić co robimy. Bo takie jest nasze zajęcie. :) Do tego dość przyjemne.

Patrząc też globalnie na przyszłość, nie warto nic innego robić ponad to co robimy (co nie znaczy, że nie można lepiej). Bo, jak wspomniał mój przyjaciel w jednej ze swoich piosenek: "Nie będzie lepiej, będzie gorzej!". Jak spojrzysz na to z perspektywy prawdziwej wiedzy, to nie jest to wers pesymistyczny. Ba! Jak wiesz o co w niej chodzi, to okazuje się bardzo śmiesznym dziełem (często, dla zabawy, witamy się z autorem tychże, właśnie tymi słowami ;)). Pokazuje jedynie rzetelne spojrzenie na rzeczywistość. I jeśli ktoś nie będzie chować głowy w piasek lub uciekać w iluzję, to zdanie to będzie dla niego, startem w szczęście, którego tak dzielnie na przeróżne sposoby szukamy od wieków.

Nie wiem, czy czegoś nie nagmatwałem. A nawet jeśli, to mogę się wybronić. Jeżeli ktokolwiek będzie to czytać i nie zrozumie, to niech w komentarzu coś napisze. Wyjaśnię.


17 stycznia 2017

Do bólu prawdziwe...

Szczególnie w obecnych czasach mało kto się nad tym zastanawia. Wszystkie te programy w mediach i na żywo typu "trochę tańczę, trochę śpiewam" promują drogę do sławy i bogactwa, a miliony ludzi, szczególnie młodych, dają się na to nabrać. Mało kto z nich zastanawia się nad tym, czy to rzeczywiście sprawi, że będę szczęśliwy?

Życie pokazuje jednak co innego. Ba! Nawet ci co przeszli tą drogę i dotarli do upragnionego celu potwierdzają: tam TEGO nie ma! A jeśli nawet nie mówią o tym (tak jak chociażby Jim Carrey), to wystarczy spojrzeć na ich "szczęśliwe" życie. Alkoholizm, dragi, depresje, samobójstwa, siedem żon, czterech mężów, operacje plastyczne itd. Czy to są owoce szczęśliwego życia? Czy właśnie na to należy poświęcić cały swój czas?

Co Wy na to?

03 lutego 2013

Gary Yourowfsky - czynny obrońca zwierząt.

Od dwudziestu lat jestem wegetarianinem i myślałem, że już nie mam nic więcej do zrobienia w tym temacie. Gary Yourowfsky wyrwał mnie jednak z mojej prywatnej iluzji. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że ten wykład jest inspirujący. Jest mocno inspirujący i wart oglądnięcia. Pełen faktów i mocnych stwierdzeń. Okraszony szokującymi filmami z rzeźni i mleczarni. 

Poświęć godzinę, by oglądnąć go do końca, a potem już sam/a będziesz szukać dalszej części dotyczącej pytań i odpowiedzi. 

A co potem z tym zrobisz... to już Twoja sprawa. 


02 stycznia 2013

Tylko dla tych o miękkich sercach.

Tak zatytułowałem, bo kamienno-sercowi i tak zawsze znajdą wymówkę, by zabijać. Taka ich natura.


28 czerwca 2012

Wakacje ;)

".W dalekiej galaktyce, w środku kosmosu, żyją oświecone istoty, które wykonują odpowiednie zadania Stwórcy uczestnicząc w doskonałym ładzie Wszechświata. Co jakiś czas któraś z nich jedzie na wakacje. Pewnego razu przyszła kolej na Arona. Aron udał się do biura podróży, by znaleźć dla siebie miejsce na spędzenie urlop u.- No cóż, Panie Aron - rzekł agent - mamy wolne miejsca na dalekich krańcach naszego systemu gwiezdnego, na "Czerwonej" planecie. Może Pan tam leżeć do góry brzuchem i cieszyć się wszystkimi przyjemnościami życia.- Byłem tam ostatnio i jest tam wspaniale, ale wolałbym coś bardziej egzotycznego - odpowiedział Aron.- To może będzie Panu odpowiadała "Zielona" planeta w sektorze gwiezdnym 381. Można tam odpoczywać w idealnym spokoju i ciszy. Ostatnio jest to bardzo popularne miejsce.- Nie - odrzekł Aron - wolałbym okolicę, w której mógłbym stawić czoło jakimś wyzwaniom, aktywnie i ekstremalnie spędzić urlop. Agent zastanowił się przez chwilę i powiedział: - Myślę, że mam coś takiego. Na dalekich krańcach kosmosu znajduje się bardzo mały sektor gwiazd zwany "Drogą Mleczną". Jest w nim ciekawa "Niebieska" planeta zwana Ziemią; można tam bawić się z samym sobą i innymi Pana kolegami, którzy spędzają tam swój urlop. Główną rozrywką jest "zabawa w chowanego". Jest bardzo popularna. Zanim Pan tam pojedzie, powinien Pan wybrać, zdecydować i zatwierdzić własnym podpisem program pobytu na Ziemi: ile żyć chce Pan otrzymać i jaką rolę odgrywać w danym życiu, jakiego ziemskiego "surwiwalu" doświadczyć, wybrać rodziców, krewnych, płeć, ciało, narodowość, kraj, klimat, i wiele innych szczegółów. Ponieważ w naszym wymiarze czas nie istnieje, może Pan dostać tyle żyć, ile Pan zechce. Tam całkowicie zapomni Pan, kim jest i jaki jest prawdziwy świat, aby mógł Pan na nowo szukać siebie, Boga, oświecenia i sensu życia za każdym razem - w każdym życiu od nowa - to ta popularna "zabawa w chowanego". W każdym życiu są bardzo fajne gry i zabawy zwane "rodziną" lub "zawodem miłosnym", "karierą zawodową". Te to dopiero potrafią człowieka rozśmieszyć i rozbawić! Aron się zainteresował: - To brzmi wspaniale i wyjątkowo. Proszę mi jeszcze powiedzieć o innych grach i zabawach, w których mogę uczestniczyć, podczas gdy będę szukał siebie, Boga i sensu życia. - Och, jest ich dużo. We wszystkich może Pan wziąć udział podczas swoich wakacji. Bardzo popularna jest "zabawa w wojownika". W tej zabawie może Pan zobaczyć, ile razy można Pana zabić w bitwie albo w innych okolicznościach, w których pomaga Pan innym sprawdzić to samo. To bardzo zabawna gra, a najzabawniejsze jest w niej to, że wszyscy traktują ją potwornie serio. Większość bierze w niej udział tysiące razy tak się podoba. Mówię Panu, można umrzeć za śmiechu, taka jest fajna. Jest też zabawa w biznes. Pokazuje, ile razy można się wzbogacić, a później wszystko stracić i znowu się wzbogacić, a duże pieniądze ciągle nie będą dawały szczęścia. Bardzo interesująca, pyszna rozrywka. Jeśli wybierze Pan płeć żeńską, może Pan sprawdzić, ile razy będzie "bolała głowa" zamiast radości z seksu, ile razy potrafi urodzić dzieci i bez przerwy o nie się niepokoić i martwić, posprzątać dom, ugotować i wyprać zanim zużyje się ciało oraz ile lat po śmierci męża będzie narzekać na jego egoizm i brak zrozumienia dla ciężkiej pracy żony w domu. Jeśli wybierze Pan płeć męską może Pan sprawdzić, ile razy na godzinę potrafi Pan myśleć o czymś innym niż seks oraz ile lat wytrzyma ciało stałej presji niszczącego stresu zapewnienia rodzinie utrzymania oraz odreagowania frustracji od nieustających urazów swojej męskiej dumy. Ale jest jeszcze lepsza: "zabawa w studiowanie" - zobaczy Pan w niej, ile teorii naukowych, filozoficznych i religijnych można włączyć do swojej kolekcji podczas jednej gry w odnajdywanie siebie. Jeśli stanie się Pan w niej dobry, może przekształcić się w "zabawę w guru", w której uczestnik pomaga innym urlopowiczom bawić się w "rozwój duchowy" już przecież doskonałej Istoty boskiej. Lecz najpopularniejszą rozrywką jest, niech Pan słucha uważnie, zabawa, która trwa równocześnie z innymi zabawami. Nazywa się "zabawą w ofiarę i męczennika na padole łez". Tu się Pan dopiero uśmieje! Boki zrywać! Zobaczy Pan, ile zwykłych neutralnych sytuacji potrafi Pan przekształcić w tragedię, urazy i katastrofy, ile razy może Pan popełnić samobójstwo poprzez jakąś wymyśloną przez siebie chorobę, np. raka, ile razy spowodować, że będzie Pan, jak tam nazywają, "NIESZCZĘŚLIWY". Przy tej grze trzeba tak wytrenować umysł, by potrafił negatywnie oceniać i osądzać doskonałą Boską rzeczywistość, a zamiast pokory i korzystnego działania myśleć w kategoriach walki "dobra ze złem". Dla nas w ogóle to jest abstrakcja! Przecież Bóg jest Miłością i jest we wszystkim co istnieje, a dobro i zło jest iluzją podziału wszechmogącego Boga na pół! Zdaje się, że w tym celu wysyłają urlopowiczów do specjalnych szkół, by się porządnie nauczyli być "nieszczęśliwymi". Ale pierwsze nauki pobiera się u tych wczasowiczów, którzy bawią się w rodziców i już doskonale umieją być "nieszczęśliwymi". Jak Pan trochę poćwiczy, to na pewno Pan się zorientuje, o co im chodzi i osiągnie ziemski sukces - Panu się też uda stać "nieszczęśliwym". Wierzę w Pana! - Bycie "nieszczęśliwym" - to brzmi kusząco i tak egzotycznie - wykrzyczał Aron! Proszę mnie natychmiast wysłać na Ziemię! Dam radę!."

12 stycznia 2012

Zostań Wege.

A bo tak już 18 wiosen mija jak zdecydowałem się zarzucić spożywania cudzego cierpienia, więc mnie wzięło na promocję tego. Zatem ZOSTAŃ WEGE i Ty drogi czytelniku. Choćby na 30 dni jak zachęcają na tejże stronie.

22 września 2011

Portale społecznościowe (czyt: plotkarskie).

Nie spodziewałem się tego co się stanie, gdy usunę swoje konta w portalach społecznościowych. Przed chwilą się to wydarzyło, a ja poczułem... ulgę! Wielka ciekawostka. Wcześniej myślałem, że wystarczy tam nie zaglądać i już jest się wolnym, ale tak nie jest. Co jakiś czas łapałem się na tym, że z jakiegoś "bardzo ważnego powodu" znów tam jestem.

Wygląda na to, że trzeba się odciąć raz na zawsze i wtedy problem znika. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia woli, aby tam nie bywać, ale wygląda na to, że jednak nie każdy ma tak silną wolę. Mówię oczywiście o sobie. Jakby nie było, teraz już nie mam... gdzie bywać, a książki powróciły do łask. Tak, te papierowe. No nie jest tak, że wcześniej zarzuciłem czytanie ich na rzecz monitora, ale teraz czas czytania się podwoił. Albo jeszcze lepiej. :)

Jeśli, ktoś się waha, czy usunąć to dziadostwo, to polecam. Mi pomogło ;).

13 kwietnia 2011

Wychowanie dzieci - "dzieci tamtych rodziców".

Czasem, gdy coś znajdę w sieci lub ktoś mi podrzuci, to nie mogę się oprzeć, by tu nie zamieścić. Tak też i tym razem. Może dzięki temu tekstowi, ktoś choć przez chwilę, potraktuje swoje dziecko normalnie.

Tekst skopiowany z bloga strzelca.

dzieci tamtych rodziców 2011-04-11 16:21:11

Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się

zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny.

Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.

My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.

W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.

Wspominany z nostalgią lata 80.

Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się

na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź,

matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu

szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się

pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny

pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.

Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.

Ojciec postawił mu piwo.

Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec

twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.

Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał

chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni

maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.

Nie chodziliśmy do pywatnego przedszkola.

Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.

Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.

Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.

Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody,

na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk,

zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.

Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę.

Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie

go w obowiązkach wychowawczych.

Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo - jak zwykle.

Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na Milicję, żeby zakablować rodziców.

Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.

Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną,

a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.

Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice

trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.

Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca.

Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.

Raz uwiązaliśmy psa na "sznurku od presy" i poszliśmy z nim na

spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na

sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.

Mogliśmy dotykać inne zwierząta.

Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.

Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,

Każdy dzieciak to wiedział.

Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.

Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać,

mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy.

Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień dobry.

A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień dobry wymusić.

Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką.

Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.

Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.

Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą

stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.

Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza

gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków.

Czasami próbowaliśmy to jeść.

Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności.

Nikt nam nie liczył kalorii.

Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze

strugi. Nikt nie umarł.

Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.

Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.

Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą.

Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.

Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie

same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.

Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi

przechodnie i koledzy ze starszej klasy.

Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy

skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód.

Niektórzy wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów.

Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.

Dziękujemy rodzicom za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas „dobrze” wychować.

To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.

A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

10 listopada 2010

Dlaczego wybory mnie nie interesują?

Można by wiele napisać na ten temat, ale nie mam czasu. Póki co piosenka kapeli, która miała wpływ na moją młodość. Jak widać, chłopaki trzymają fason, mimo ogólnej grengolady muzycznej. Na szczęście nie dla wszystkich pieniądze są wyznacznikiem szczęścia :).

05 listopada 2010

Rozmiary gwiazd.

Dla wszystkich "pępków świata". Może czas wyjść z iluzji swojej wielkości ;)?

10 sierpnia 2010

A więc kim jestem?

Poniższy fragment filmu, to dla mnie takie zatrzymanie w zabieganiu, w pogoni za iluzją. Warto widzieć rzeczy takimi, jakie są, bo wtedy nie marnuje się czasu na coś, czego właściwie tak na prawdę nie ma. Albo jest, tylko nie realne :).

Zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich będzie to zrozumiałe, ale od czegoś trzeba zacząć.

28 lipca 2010

Po przerwie... przed kolejną przerwą...

Wiele się dzieje. W końcu wakacje. I niby wakacje, to więcej wolnego czasu, ale nie dla wszystkich. Dlatego też mnie tu nie ma. W zamian za brak moich słów, odsyłam do niedawno odkrytego przeze mnie bloga 4jivas.
Miłej lektury.

12 kwietnia 2010

Zamiast komentarza do katastrofy lotniczej.

Tak się zastanawiałem co można napisać, aby nie była to kolejna paplanina medialna w związku z zaistniałymi faktami. W końcu zdecydowałem, że może lepiej nic nie pisać, ale w międzyczasie wpadł mi pod myszkę link z materiałem, który zdecydowałem się zamieścić.

Cała rozpacz, strach, zamieszanie i pytania "dlaczego" wynikają tylko z jednej, ale bardzo zasadniczej prawdy, którą autor zawarł w tytule poniższego clipu, który jest równocześnie wierszem.

29 marca 2010

Dlaczego ludzie znikają?

Powodów pewnie wiele. Zawsze jednak takiemu zniknięciu towarzyszy ból i niepewność. Szczególnie tych opuszczonych. Nieraz znika ktoś wbrew swojej woli, ale często też tak jest, że zniknięty sam się na to decyduje.

Dzisiejszy post jest inspirowany działaniami ludzi z wielką determinacją. Są nimi rodzice i inni bliscy mojego kolegi ze szkoły podstawowej i przedszkola Roberta Wójtowicza. Robert 20 stycznia 1995 roku wyszedł z domu i do tej pory nie powrócił. Wszystkich zainteresowanych, a może i takich, którzy chcieliby pomóc odsyłam na stronę: www.robertwojtowcz.pl

03 lutego 2010

AdSu - grupa rocka akustycznego.

No i pękł mój opór. Ciągle nie mogłem się przekonać co do brzmienia i nazwania tego co gramy. Ostatnio na próbie jednak Bartek mnie przekonał. To jest rock akustyczny, czy tego chcesz, czy nie - powiedział. A dziś jeszcze, gdy przypadkiem zerknąłem na listę rankingową na poezjaspiewana.com, to zobaczyłem nasz wielki spadek i pomyślałem, że to przypieczętowało nasze odcięcie pępowiny od "krainy łagodności". Nie jesteśmy łagodni. Wręcz punkowi.

A oto próbka z niedawnego koncertu w Loch Ness Club:



Więcej można oglądnąć w naszym kanale youtube: GrupaADSU

15 stycznia 2010

Powrót do Korzeni i... Atmasfera.

Miło mi poinformować, że w tym roku już niebawem, bo 30 stycznia wystąpimy na Przeglądzie "Powrót do Korzeni" w krakowskim Loch Ness Club. Będzie się działo. Prócz nas wystąpią: Andrzej Mróz z przyjaciółmi - legenda piosenki ze szlaku, Włodzimierz Mazoń - znany już z tego bloga jako współtwórca OSPY, Łukasz Jędrys - młode pokolenie bardów, oraz gość z Ukrainy - Atmasfera. Specjalnie zostawiłem na koniec informację o Atmasferze ponieważ to gość niebywały.

AtmAsfera, to niecodzienne zjawisko na folkowej scenie ukraińskiej, a od kilku lat już i na europejskiej. I mimo, że mają za sobą występy przed kilkudziesięciotysięczną publicznością, to nie gardzą też koncertami takimi jaki odbędzie się w Loch Ness na Warszawskiej 15. Pewnie wychodzą, jak ja z założenia, że nie liczy się ilość, ale jakość publiczności. I tak trzymać panie i panowie.

Jeśli jeszcze ktoś z Was nie słyszał, a chciałby wiedzieć, czy warto ich usłyszeć na żywo, to zapraszam do małej próbki (to naprawdę mała, wręcz znikoma próbka) tego co potrafią wskrzesić na żywo.



Na koniec dodam, że wizyta w sobotę 30 stycznia na Przeglądzie nie poruszy zupełnie waszych portfeli, ponieważ WSTĘP na całą imprezę jest całkowicie WOLNY.

29 grudnia 2009

Leszczynowa Dolina.

A na długi (kończący stary i zaczynający nowy rok) weekend wyjeżdżamy na przyrodę. Z daleka od sylwestrowych huków i hałasów, pijanych gęb, głośniej muzyki i całego tego zamieszania związanego z tym wydarzeniem.

Czasem dla spokoju trzeba uciec z domu. Dziwne to, ale niestety na nasze czasy prawdziwe. Ludzie często uciekają z własnego domu, gdy już nie ma w nim schronienia, np. w czasie wojny. My wprawdzie nie uciekamy przed wojną, ale w poszukiwaniu chwili spokoju w czasie sporego miejskiego rozgardiaszu.

Wprawdzie miejsc spokojnych na szczęście jeszcze jest sporo, ale gdybyście mieli okazję i ochotę, to zaglądnijcie do Leszczynowej Doliny. Przyjmą was tam z serdecznością i ciepłem. Ugoszczą obfitym i zdrowym jedzeniem. Tam właśnie zawitamy na spotkaniu lat.

A w nowym roku spokojnych nowości i inspiracji dla wielkich dokonań i tych malutkich, ale też korzystnych. Tak Wam życzę. Kimkolwiek jesteście.

22 grudnia 2009

Bo tutaj jest jak jest.

Tak właściwie, to można byś się spiąć i zmieniać, zmieniać. Walczyć ze wszystkim dookoła. Włożyć w to całe swoje siły, czas i emocje. Można też nie robić nic, ale wkurzać się na zaistniałą sytuację. Kląć, krytykować i złościć się psując sobie krew i innym. Tak wiele można robić próbując zmienić świat, chociażby właśnie tak.

Jaki tego efekt? Pewnie wiecie, bo już tego doświadczyliście nie raz. Żaden, albo co najwyżej lekkie zmiany w odległości jednego metra wokół siebie przez 23 sekundy ;). Śmieszne to patrząc na wysiłek włożony w całe przedsięwzięcie.

Nie chcę tu specjalnie tych moich wywodów dzisiejszych umieszczać w jakieś konkretnej sytuacji, czy miejscu. Nie przypisuję do żadnego wydarzenia, bo każdy sam sobie do siebie odniesie. Czy to będzie smród na klatce schodowej, czy zaprzepaszczenie jakiejś osobistej szansy, albo ciągle postępujący socjalizm w naszym kraju. Cokolwiek. Nie warto się jednak do tego przyklejać.

Czemu? Odpowiedź na to pytanie zawarta jest dość dosadnie w poniższej piosence, którą zamieszczam, też dla siebie, bo gra na niej jeden z najlepszych polskich gitarzystów.



Wcale nie mówię, aby usiąść i już nic nie robić. Wręcz przeciwnie, bo uświadomienie sobie faktu, że "tutaj jest jak jest", jest doskonałym startem do tego, aby zacząć robić to, co jesteśmy w stanie zmienić. A co możemy?

"Zmień siebie, a zmieni się wszystko" - przeczytałem dawno, dawno temu w jednej z książek i w chwilach zwątpienia we wszystko na około, to zdanie daje mi kopniak do działania. Do działania, które niesie ze sobą realny i namacalny efekt.

27 stycznia 2009

Wychowanie dzieci.

Ostatnimi czasy wpadły mi przed oczy punkty dotyczące wychowania dzieci. I na szczęście nie są to wymysły współczesnych psychologów z ich teoriami wyssanymi z palca na ten temat. Jest to podsumowanie książki pt. "Praktyczne wskazówki o wychowaniu dzieci" autorstwa Ireneusza Kmiecika wydanie z roku 1928: Lwów 1928, ss. 322-325. Oparte na starej metodzie wychowania dzieci bez freudowskich, czy innych supernianiowych "nowinek". Poparte doświadczeniem wszystkich poprzednich pokoleń.

Zanim zaczniesz narzekać na dzisiejszą młodzież, zastanów się jak wychowujesz swoje dzieci. Być może żaden z tych punktów (albo niewiele z nich) ma twoim domu zastosowanie. Bardzo często ludzie kojarzą starą szkołę wychowania z pasem i klęczeniem na grochu. Zaznaczam jednak, że wychowanie w dyscyplinie nie ma nic wspólnego z biciem i poniżaniem.

Uroku dodaje język z początków dwudziestego wieku.

Krótkie upomnienia i przestrogi dla rodziców:

Rodzice mają być dla swych dziatek opatrznością.

Jak dzieci wychowacie, takimi je mieć będziecie.

Dzieci są obrazem swoich rodziców, nie tylko pod względem zewnętrznego wyglądu, jak o wiele więcej pod względem obyczajów.

Chcesz poznać rodziców, co zacz są, przypatrz się dzieciom.

Spośród dziesięciu prawych mężów, dziewięciu zawdzięcza swej matce to, czym są.

Ojciec i matka zgodni w miłości, ojciec spokojny i poważny, wyrozumiały i przystępny, matka sprawiedliwa i stanowcza, nad swą czułością panująca, ot, co dobre dla dzieci.

Lepiej jest – także dla dziecka – że dziecko płacze, aniżeli rodzice. Lepiej jest, że dzieci was proszą, aniżeli wy mielibyście prosić dzieci.

Niedołężni to rodzice, którzy zamiast łagodnie, lecz z mocą rozkazywać, proszą dzieci.

Rodzice, którzy dziatki swoje przeklinają, dają jawne o sobie świadectwo, że je źle wychowali.

Wychowanie bez Boga, czyni dzieci bezbożnymi, wychowanie bez sumienia pozbawia je sumienia, wychowanie bez bojaźni i cnoty, wyrastają na ludzi bez charakteru.

Dzieci źle wychowane są najsroższym dla rodziców biczem.

Za dużo pieszczot w dzieciństwie, wiele łez rodzicom w starości z oczu wyciska i przed czasem do grobu ich wtrąca.

Kto przy wychowaniu dziatek chce mieć błogosławieństwo Boże, ten niech nigdy nie zapomina, że dziecię otrzymał od Boga i dla Boga ma je wychować.

Jest obowiązkiem rodziców, by dla swych dzieci byli aniołami stróżami.

Źrenicą oka są dzieci dla rodziców, a zatem strzec je powinni, jako źrenicy oka, by nie uległy zgorszeniu złych ludzi.

Dzieci, nad którymi rodzice nie czuwają, zawsze złymi się stają.

Nikt tak dzieci nie psuje, jak inne złe dzieci oraz niemoralna służba domowa.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Łatwo i bez uszkodzenia dla się nagiąć młode drzewko, stare raczej się złamie, aniżeli zegnie.

Dziecko nie poprawione zawczasu ze swoich wad, wkrótce staje się występne i już niepoprawne.

Dziecko nie przyzwyczajone od najwcześniejszej młodości do bezwzględnego posłuszeństwa, rodziców jako swoje sługi traktuje.

Wola dzieci w rózdze spoczywa; tylko rózga nie powinna być batem.

Ten kto karze, winien zachować godność i bezstronność.

Karając dziecko w gniewie, zdradzamy się przed nim z naszą słabością i wzbudzamy w nim przeświadczenie, że odniosło zwycięstwo nad naszym nieumiarkowaniem.

Im surowiej dziecko karzesz, tym większe mu i okaż współczucie. Nie groź dziecku karami, których nie możesz lub nie myślisz dopełnić, inaczej wobec niego wystawiasz się na błazna.

Nie pozwól nikomu urągać dziecku ukaranemu.

Celem kary jest, by pomóc dziecku do zwycięstwa nad jego namiętnościami.

Nie mów dziecku długich kazań, lecz mówi krótko i stanowczo.

Nie tłumacz się dziecku ze swoich rozkazów, lecz mowa twoja niech będzie tak, tak; nie, nie.

Uporu dziecka nie przełamiesz długim gadaniem, lecz zachowaniem zupełnego spokoju i stanowczością.

Dziecko raz postawiwszy na swoim, zawładnie rodzicami; raz przełamany upór, uczyni dziecko uległym i posłusznym.

Nie pozwól nigdy dziecku, by cokolwiek wymogło na tobie krzykiem i płaczem; inaczej nie będzie końca płaczom i krzykom.

Dziecko kłamliwe jest już z gruntu zepsute i do wszelkich występków zdolne, szczególnie do nieczystości i złodziejstwa.

Dziecko zasługujące na karę po dziesiątym roku życia, jest już źle wychowane.

Nic tak nie psuje dziecka, jak utulanie jego płaczu pieszczotami i łakociami.

Pozwól dziecku spokojnie się wypłakać.

Nie zwódź dziecka obietnicą nagrody.

Jeżeli nie chcesz stracić zaufania dziecka, nie okłamuj go.

Najgorsi to rodzice i nieprzyjaciele własnych dziatek, którzy płazem puszczają ich wybryki.

Nie kieruj się pychą w wyborze zawodu dla dziecka, lecz jego zdolnościami i upodobaniem.

Nikomu nie dziękuje się dlatego, że jest sprawiedliwym i człowiekiem z charakterem: natomiast nikt dość nie może nadziękować się swojemu wychowawcy, gdy tenże tak wychował, że sprawiedliwość się ceni.

23 grudnia 2008

Tacy byliśmy...

Niby już dzisiaj pisałem, ale coś mi się dobrze pisze, więc jeszcze taki montaż, który mi się napatoczył gdzieś, skądś. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy dorastali w tamtym, nieco normalniejszym świecie. To takie przesłanie przed wykupywaniem "szczęścia" dla swoich dzieci w tych wszystkich wielkich sklepach przed Świętami Konsumpcji i Obżarstwa (chyba tak dla pośmiewiska są one jeszcze nazywane Świętami Bożego Narodzenia). Może lepiej zastanowić się wcześniej, czy to co chcemy dać, to nie jest jedynie pustka zapakowana w prezent. Nie dajcie się nabić w butelkę.

Obiecany filmik, a że ktoś go zbudował na piosence Dylana, to tym bardziej mi się podoba. Miłych wspomnień :).