Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

26 stycznia 2018

Piosenki, występy i inne przemyślenia.

Przy miłym koncercie na Jamnej przywędrowały (tak właściwie to wróciły) do mnie natrętne myśli o tym, że nasze występy nie są czymś, co daje powód do dobrej zabawy. Wręcz przeciwnie. Piosenki te są po to, by zepsuć zabawę. By wprowadzić w słuchaczu niepokój. Aby wśród ogólnego rozbawienia wcisnąć kij w mrowisko. Zabić Dionizosa, a razem z nim jego współbiesiadników.

Wiadomo, że wszystko zależy od słuchacza. Jeśli jest on nastawiony na bezmyślne zabijanie świadomości alkoholem i hałasem, to piosenki te będą dla niego jak kolec psujący zabawę. Z tego też powodu zaniechaliśmy swego czasu grania w miejscach z wyszynkiem. Tak zwane "granie do kotleta". Obecnie jest tego w naszym życiu zdecydowanie mniej. Może jednak jakość miejsc jest lepsza. Choć w ludziach jakby intoksykacji więcej, ale to wszędzie. Bez względu na miejsce. No chyba że... ;)

A bo tak już kiedyś wspominałem, nawet chyba na tym blogu, nie będziemy śpiewać o pierdołach. Tego już jest zbyt dużo w świecie. A choć i nasze piosenki przeminą jak wszystko inne, to jednak może ktoś, choć jedna osoba pochyli się nad jedną z nich i przemyśli kierunek w którym podąża. Dla nas wystarczy. A gdyby nawet nikt, to i tak będziemy to robić co robimy. Bo takie jest nasze zajęcie. :) Do tego dość przyjemne.

Patrząc też globalnie na przyszłość, nie warto nic innego robić ponad to co robimy (co nie znaczy, że nie można lepiej). Bo, jak wspomniał mój przyjaciel w jednej ze swoich piosenek: "Nie będzie lepiej, będzie gorzej!". Jak spojrzysz na to z perspektywy prawdziwej wiedzy, to nie jest to wers pesymistyczny. Ba! Jak wiesz o co w niej chodzi, to okazuje się bardzo śmiesznym dziełem (często, dla zabawy, witamy się z autorem tychże, właśnie tymi słowami ;)). Pokazuje jedynie rzetelne spojrzenie na rzeczywistość. I jeśli ktoś nie będzie chować głowy w piasek lub uciekać w iluzję, to zdanie to będzie dla niego, startem w szczęście, którego tak dzielnie na przeróżne sposoby szukamy od wieków.

Nie wiem, czy czegoś nie nagmatwałem. A nawet jeśli, to mogę się wybronić. Jeżeli ktokolwiek będzie to czytać i nie zrozumie, to niech w komentarzu coś napisze. Wyjaśnię.


30 listopada 2017

Szczęśćie - gdzie go nie ma?

Są też tacy, którzy nie dotrwają do końca tego filmu. Dosłownie i w przenośni.

28 listopada 2017

Gadanie. Dopóki mówisz, dopóty nic nie słyszysz.

W obecnym świecie wszyscy chcą mówić. Najchętniej, aby mówić o sobie, wyrażać swoje opinie. Opowiadać o swoim życiu, podróżach, pracy, dzieciach itd. Ale przede wszystkim o tym co JA o tym, czy tamtym myślę. Zewsząd otacza nas gadanie. Każdy wie najlepiej. Skąd tylko tyle nieszczęścia?

Po prostu gadając, zagłuszamy nasze wewnętrzne pytanie o sens tego wszystkiego. Tylko wtedy, gdy zamkniemy usta, otworzą się nam uszy. Ciekawe połączenie ;). Oczywiście nie można oddać swoich uszu byle komu, bo jak już wspomniałem wszędzie otacza nas gadanie, ale to już jest temat na inny czas. :)


17 stycznia 2017

Do bólu prawdziwe...

Szczególnie w obecnych czasach mało kto się nad tym zastanawia. Wszystkie te programy w mediach i na żywo typu "trochę tańczę, trochę śpiewam" promują drogę do sławy i bogactwa, a miliony ludzi, szczególnie młodych, dają się na to nabrać. Mało kto z nich zastanawia się nad tym, czy to rzeczywiście sprawi, że będę szczęśliwy?

Życie pokazuje jednak co innego. Ba! Nawet ci co przeszli tą drogę i dotarli do upragnionego celu potwierdzają: tam TEGO nie ma! A jeśli nawet nie mówią o tym (tak jak chociażby Jim Carrey), to wystarczy spojrzeć na ich "szczęśliwe" życie. Alkoholizm, dragi, depresje, samobójstwa, siedem żon, czterech mężów, operacje plastyczne itd. Czy to są owoce szczęśliwego życia? Czy właśnie na to należy poświęcić cały swój czas?

Co Wy na to?

10 sierpnia 2015

Wolność - kocham i rozumiem.

Czekając na przejściu granicznym z Ukrainą z nudów zacząłem grzebać w pudełku z CD. Dawno nie zaglądałem tam. Z jakiegoś powodu trafiła mi w ręce płyta Chłopców z Placu Broni. Wrzuciłem w odtwarzacz. Popłynęła muzyka, a z nią teksty.

Wśród tych żołnierzy z karabinami na granicy, przy wszystkich kontrolach, obok spoconych, czekających w upale, zgadzających się mniej lub bardziej na to wszystko ludzi traktowanych jak przestępców, piosenka "Kocham Wolność" zabrzmiała jak protest przeciw temu wszystkiemu dookoła.

Przy okazji przypomniał mi się tekst innej piosenki Daab'u z tamtych czasów (piszę z pamięci, choć mogłem wyguglać, sami sobie znajdźcie ;P):

"Podzielono świat na części
Ten wziął więcej, tamten mniej
(...)
Ja do granic swych mam krok".
 (czy jakoś tak :P)

I jeszcze wers z Cohena (w tłumaczeniu Zembatego) :
"Granice są więzieniem!"






25 kwietnia 2013

Taka tam sobie myśl...

Ludzi interesują rzeczy piękne i przerażające. Zwykle bardzo męczą się, by zdobyć to co pożądają, potem cieszą się przez chwilę tym co zdobędą, a potem rozpaczają, gdy przyjemność przeminie. Czasem usłyszą, gdy ktoś mówi jakie jest wyjście z tego ślepego kręgu, ale wtedy bardzo się złoszczą. Pewnie dlatego też kiedyś zabili Jezusa...

Nie mówię, że wszyscy, ale wiecie sami... ;)

12 stycznia 2012

Zostań Wege.

A bo tak już 18 wiosen mija jak zdecydowałem się zarzucić spożywania cudzego cierpienia, więc mnie wzięło na promocję tego. Zatem ZOSTAŃ WEGE i Ty drogi czytelniku. Choćby na 30 dni jak zachęcają na tejże stronie.

11 stycznia 2012

Iluzja = głupota = ignorancja = cierpienie.

Zastanawiające jest w jakiej ludzie iluzji żyją. Ba! Nawet nie chcą z niej wyjść. O co tu chodzi?
Kiełbaska smaczna, ale nie ze świnki, tylko ze sklepu. Po prostu ręce opadają. Dorośli ludzie. Lepiej niech rzeźnia będzie gdzieś daleko. Niech nie wiem, że to co jem, cierpiało nieziemskie katusze zanim trafiło na mój talerz. Nie chcę słyszeć ryków, pisków i płaczu. Niech ktoś szybko zmyje krew z podłogi. Nie chcę o tym wiedzieć!!! Zamknij się!!! Nie mów tego!!! Cicho!!! Precz!!!

09 grudnia 2011

Koncerty w miejscach z wyszynkiem.

Decyzja o zaprzestaniu występów w miejscach z wyszynkiem, rodziła się we mnie od kilku lat, ale ciągle nie mogła dojrzeć. Może dlatego, że było zapotrzebowanie na takie właśnie koncerty. Może dlatego, że do takich miejsc byliśmy zapraszani. A może też dlatego, że w takich właśnie miejscach jest luka na niszową muzykę...
Z innej strony patrząc, to gdzie teraz można znaleźć miejsce bez wyszynku?! Może w jakiejś szkole ;). Może przesadziłem. Takie czasy.

Może właśnie takie czasy nastąpiły, że ludzie nie potrafią już odpocząć i zrelaksować się bez "chemicznej" zmiany świadomości? A może za dużo wymagam od słuchacza? Tak. Za dużo. Jestem dinozaurem z dawnych czasów, gdzie ludzie przychodzili do kawiarni, aby przy herbatce posłuchać muzyki.

Ale zdarzyło mi się ostatnio z chłopakami zagrać koncert w Klubie Kuźnia (nie mylić z mordowniami, które nazywa się teraz klubami, w których można się "klubowo", czyli "kulturalnie" nawalić), w takim rasowym młodzieżowym klubie kultury. I była muzyka z tekstem, i byli słuchacze, i bisy były... Czasem zdarzają się takie koncerty.

W czasie występu nikt nie gadał. Nikt nie wychodził do toalety (w w/w "klubach"-mordowniach idzie się do kibla). Było natomiast porozumienie między sceną, a widownią. Ten przepływ energii, o którym marzy każdy wykonawca. Po prostu przyszli ludzie posłuchać. I tylko po to. Ciekawostką jest też to, że słuchaczy było więcej niż w niejednym miejscu z konsumpcją :).

Na pewno takich koncertów będzie dużo mniej, ale nie ilość się liczy. Wartości się nie obliczy w odróżnieniu od tego co się opłaca. Na pewno są jeszcze osoby dla których warto zagrać koncert z piosenką z tekstem. Nie ma co w to wątpić.

Ktoś, kiedyś, jakieś 2 tysiące lat temu powiedział: "Nie rzucaj pereł między świnie". :)
Tak piszę, gdyby ktoś pytał, czemu nie gramy już w miejscach z wyszynkiem...

22 września 2011

Portale społecznościowe (czyt: plotkarskie).

Nie spodziewałem się tego co się stanie, gdy usunę swoje konta w portalach społecznościowych. Przed chwilą się to wydarzyło, a ja poczułem... ulgę! Wielka ciekawostka. Wcześniej myślałem, że wystarczy tam nie zaglądać i już jest się wolnym, ale tak nie jest. Co jakiś czas łapałem się na tym, że z jakiegoś "bardzo ważnego powodu" znów tam jestem.

Wygląda na to, że trzeba się odciąć raz na zawsze i wtedy problem znika. Ktoś mógłby powiedzieć, że to kwestia woli, aby tam nie bywać, ale wygląda na to, że jednak nie każdy ma tak silną wolę. Mówię oczywiście o sobie. Jakby nie było, teraz już nie mam... gdzie bywać, a książki powróciły do łask. Tak, te papierowe. No nie jest tak, że wcześniej zarzuciłem czytanie ich na rzecz monitora, ale teraz czas czytania się podwoił. Albo jeszcze lepiej. :)

Jeśli, ktoś się waha, czy usunąć to dziadostwo, to polecam. Mi pomogło ;).

05 listopada 2010

Rozmiary gwiazd.

Dla wszystkich "pępków świata". Może czas wyjść z iluzji swojej wielkości ;)?

07 września 2010

Zasłyszane...

"Im więcej kogoś kochasz, tym mniej go potrzebujesz."

Mnie powaliło.
Jeśli cytat zainteresuje i pojawią się komentarze, to rozwinę temat. Póki co mi tyle wystarcza, bo wiem o co chodzi.

10 sierpnia 2010

A więc kim jestem?

Poniższy fragment filmu, to dla mnie takie zatrzymanie w zabieganiu, w pogoni za iluzją. Warto widzieć rzeczy takimi, jakie są, bo wtedy nie marnuje się czasu na coś, czego właściwie tak na prawdę nie ma. Albo jest, tylko nie realne :).

Zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich będzie to zrozumiałe, ale od czegoś trzeba zacząć.

25 maja 2010

Znajomości z przeszłości odkopane.

Zwykle, gdy urwał nam się kontakt z kimś po latach, to rzadko zdarza nam się walczyć o to, by go odnowić. Oczywiście zależy to od dobrej woli, chęci, przypadku... No właśnie o przypadku chciałem tu nieco napisać.

Wczoraj zdarzyło mi się spotkać koleżankę, której nie widziałem lat już pewnie piętnaście. A i wcześniej nasze spotkanie było poprzedzone również kilkuletnią przerwą. Żadne z nas nie zabiegało o to spotkanie i w żadnym z nas nie pojawiła się nawet przez moment myśl, aby takie spotkanie zaaranżować. Nie mniej jednak do niego doszło.

I mimo, że pozornie w latach młodzieńczych nie mieliśmy ze sobą jakiejś specjalnej relacji, to jednak wczorajsza chwila rozmowy wybudziła w nas tak intensywne wspomnienia, że gdyby był czas, to pewnie rozmawialibyśmy o nich przez całą noc. Przez kilkanaście minut naszej rozmowy cofnąłem się jakieś dwadzieścia parę lat wstecz. I nie ważne były tu słowa. Chodzi raczej o nastrój i emocje, które tworzą takie wspomnienia, takie spotkania. I tylko my wiedzieliśmy o czym rozmawiamy i o kim, i o tym gdzie byliśmy.

W czasie minionych wakacji byłem z rodziną w Linach, miejscu gdzie zostawiłem swoje dziecięce i młodzieńcze zabawy. Powróciłem tam na chwilę jedynie, ale wspomnienie rozrywało serce. Mimo, że byłem tam z najbliższymi, to jednak nikt z nich nie przeżywał tego co ja. Tak właściwie, to emocjonalnie byłem tam sam. Sam patrzyłem na sosny i świerki. Sam oglądałem opadający kurz polnych dróg. Sam głaskałem trawę. Z nikim nie mogłem wdychać leśnego zapachu i odkrywać ścieżek sprzed lat. Wszystkie wspomnienia przygód w krótkich spodenkach przeżywałem sam.

Wczoraj przypomniałem o tych miejscach koleżance sprzed lat i wystarczyło kilka słów, a już wiedzieliśmy o czym rozmawiamy. Tak właściwie, to niewiele trzeba było mówić. I tak wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy myślami. Tam właśnie byliśmy. Automatycznie. Wszystko wróciło w ułamku sekundy. I ona wiedziała co przeżywałem nad jeziorem w Linach po latach. Czuła by tam to samo. Wczoraj czuła to samo.

I najśmieszniejsze jest to, że nikt z nas nie planował tego spotkania. Pokierował nami przypadek. Ale czy na pewno przypadek? :) Nie wiem. Na pewno będziemy w kontakcie. Teraz mamy wspólnych znajomych. Może znowu uda nam się kiedyś zatrzymać czas. Choćby na chwilę.

Starego pomostu na jeziorze w Linach czas nie oszczędził. Na wszystko przyjdzie czas. I na nas. Wykorzystajmy go zatem dobrze.

12 kwietnia 2010

Zamiast komentarza do katastrofy lotniczej.

Tak się zastanawiałem co można napisać, aby nie była to kolejna paplanina medialna w związku z zaistniałymi faktami. W końcu zdecydowałem, że może lepiej nic nie pisać, ale w międzyczasie wpadł mi pod myszkę link z materiałem, który zdecydowałem się zamieścić.

Cała rozpacz, strach, zamieszanie i pytania "dlaczego" wynikają tylko z jednej, ale bardzo zasadniczej prawdy, którą autor zawarł w tytule poniższego clipu, który jest równocześnie wierszem.

03 lutego 2010

AdSu - grupa rocka akustycznego.

No i pękł mój opór. Ciągle nie mogłem się przekonać co do brzmienia i nazwania tego co gramy. Ostatnio na próbie jednak Bartek mnie przekonał. To jest rock akustyczny, czy tego chcesz, czy nie - powiedział. A dziś jeszcze, gdy przypadkiem zerknąłem na listę rankingową na poezjaspiewana.com, to zobaczyłem nasz wielki spadek i pomyślałem, że to przypieczętowało nasze odcięcie pępowiny od "krainy łagodności". Nie jesteśmy łagodni. Wręcz punkowi.

A oto próbka z niedawnego koncertu w Loch Ness Club:



Więcej można oglądnąć w naszym kanale youtube: GrupaADSU

06 stycznia 2010

Sprawy pozostawione same sobie...

... dążą do rozkładu. Działają przeciw nam. Niszczą wszystko co sobie wcześniej poukładaliśmy, choć myślimy, że tak już będzie zawsze poukładane. Być może jest to podobne do którejś z zasad termodynamiki, albo może jakiejś innej (nie pamiętam, bo termodynamika była w piątek na ostatnich dwóch lekcjach, więc my byliśmy z kolegami wtedy już w pociągu w kierunku na weekend w górach). Jakby nie było sprawy bardziej złożone bez kontroli z zewnątrz zawsze będą się rozprężać, niszczeć i rozkładać na mniejsze.

I nie dotyczy to jedynie namacalnych rzeczy, które jest w stanie objąć fizyka. Nasze sprawy również temu prawu się poddają, jak piłeczki wyrzucone na podłogę z wielkiego kosza. Gdy się to dzieje zwykle próbujemy je pozbierać machając, rękami tu i tam w popłochu. Rozdygotani i zmartwieni po jakimś czasie rezygnujemy. Siadamy, aby zebrać się do kupy lub nie.

Na szczęście jest jeszcze On, któremu możemy wszystkie (sic!) swoje sprawy oddać pod kontrolę. I na pewno jest to lepsza kontrola niż nasza. Warto zadbać o Jego sprawy w swoim życiu, choćby dlatego, że wtedy On zadba o moje sprawy. Przecież obiecał, a nigdy nie kłamie.

Nie da rady? Zapomni? Nie. Od milionów lat dba, aby każda z tysięcy planet biegała po swoim torze, aby żadna gwiazda nie zderzała się z inną gwiazdą. To dla Niego wysiłek? Nie! Po prostu On tak chce i tak jest.

Czy w związku z tym nie lepiej jest oddać swój mały kosmos Temu, kto wszystkie kosmosy trzyma od zawsze w wielkim porządku i spokoju. Lepiej... ale... to może później, bo teraz nie mam czasu, bo tyle spraw mi się rozchodzi, a tyle nowych jeszcze przychodzi. I kłopoty. I zima i to i tamto. Wszystkie te piłki rozbiegane we wszystkie strony. Muszę pozbierać. Sam.

No to zbieraj... ;)

23 grudnia 2009

Zamiast kolędy... mój sposób złożenia życzeń świątecznych.

A tak ku zadumie w wolnym czasie, gdy jest go więcej i zanim telewizor włączysz ze świątecznymi "atrakcjami".



Spokoju i szczęścia - dla wszystkich.

22 grudnia 2009

Bo tutaj jest jak jest.

Tak właściwie, to można byś się spiąć i zmieniać, zmieniać. Walczyć ze wszystkim dookoła. Włożyć w to całe swoje siły, czas i emocje. Można też nie robić nic, ale wkurzać się na zaistniałą sytuację. Kląć, krytykować i złościć się psując sobie krew i innym. Tak wiele można robić próbując zmienić świat, chociażby właśnie tak.

Jaki tego efekt? Pewnie wiecie, bo już tego doświadczyliście nie raz. Żaden, albo co najwyżej lekkie zmiany w odległości jednego metra wokół siebie przez 23 sekundy ;). Śmieszne to patrząc na wysiłek włożony w całe przedsięwzięcie.

Nie chcę tu specjalnie tych moich wywodów dzisiejszych umieszczać w jakieś konkretnej sytuacji, czy miejscu. Nie przypisuję do żadnego wydarzenia, bo każdy sam sobie do siebie odniesie. Czy to będzie smród na klatce schodowej, czy zaprzepaszczenie jakiejś osobistej szansy, albo ciągle postępujący socjalizm w naszym kraju. Cokolwiek. Nie warto się jednak do tego przyklejać.

Czemu? Odpowiedź na to pytanie zawarta jest dość dosadnie w poniższej piosence, którą zamieszczam, też dla siebie, bo gra na niej jeden z najlepszych polskich gitarzystów.



Wcale nie mówię, aby usiąść i już nic nie robić. Wręcz przeciwnie, bo uświadomienie sobie faktu, że "tutaj jest jak jest", jest doskonałym startem do tego, aby zacząć robić to, co jesteśmy w stanie zmienić. A co możemy?

"Zmień siebie, a zmieni się wszystko" - przeczytałem dawno, dawno temu w jednej z książek i w chwilach zwątpienia we wszystko na około, to zdanie daje mi kopniak do działania. Do działania, które niesie ze sobą realny i namacalny efekt.