Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźma pleple. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźma pleple. Pokaż wszystkie posty

30 marca 2015

Zabawa w rozwinięcie skrótu...

 Pewnego razu zabawiliśmy się w rozwinięcie skrótu ADSU. To taka zabawa do której zapraszamy Was wszystkich. Poniżej nasze pomysły:



Audio
Demonstracja
Swoistych
Utworów
---
Artyzm
Dla
Synergicznego
Uduchowienia
---
Amatorskie
Dedukcje
Symfonii
Udanych
---
Alegoryczne
Dyskusje
Sfer
Ukrytych
---
Animozje
Dywersyfikujące
Standardowe
Układy
---
Akuratne
Dramaty
Sympatycznych
Utopistów
---
Astralna
Demonstracja
Słodkich
Uśmiechów
---
Ameby
Delfiny
Stonogi
Ukwiały
---
Ale
Dokąd
Stąd
Uciekać?
---
Alternatywne
Donacje
Smutnych
Urojeń
---
Agresja
Dobitnie
Sromotnie
Upada
---
Dotąd
Spadamy
Umyślnie
---
Alabastrowy
Duch
Statecznych
Umysłów
---
Absurdalność
Dobitnie
Scalona i
Udokumentowana
---
Aby
Dobrze 
Sprecyzować
Uczucia
---
Artyści
Dali
Sobie
Upust
---
Auto
Dygresje i
Sugestie
Ustne
---
A
Do
Sławy...
Umiar

24 października 2012

Czasem tak coś w umysł wejdzie...

No właśnie... i tak męczy. I drąży. Na szczęście kasy na to brak. Choć żądza potrafi tak nami pokierować, by obiekt jej kontemplacji został zdobyty.
No nie mówię, że to tak cały czas tylko o tym. Ale "uliczny kot" w myślach powraca. Zobaczcie zresztą sami. Alleykat w swoim kojcu. ;) Ech! ;)


15 marca 2010

O tym dlaczego polityka mnie odrzuca.

Pewna osoba zarzuca mi (wprawdzie rzadko, ale jednak), że nie interesuję się polityką. Nie czytam, nie oglądam w tv (tfu!), nie słucham... Na pewno unikam jak mogę. Powód tego jest dość jakby oczywisty, ale dla polityków i tych co się tym procederem zajmują, albo interesują niestety nie zauważalny (aż tak głęboko w tym siedzą?). Po prostu polityka śmierdzi.

Spójrzmy na problem porównując go do psiej kupy leżącej na chodniku. Gdy idziesz i to widzisz, omijasz z daleka. Nie wszyscy jednak. Są i tacy, którzy znajdując w pobliżu kij zaczynają rozgrzebywać i "rozkoszować się" zapachami napotkanego obiektu. Są i tacy, którzy wdeptują w rzeczoną kupę, a i tacy dla których wysmarowanie się ekstramentem to rozkoszna codzienność.

Absurd!? Oczywiście. To raczej nie spotykane procedery na pobliskich (niestety właśnie tak zabrudzonych) chodnikach. Przecież tak mocno dbamy o swój wygląd i zapach. Przecież jesteśmy cywilizowanym społeczeństwem na bardzo wysokim poziomie ewolucji ;).

Ale kto dba (oczywiście w tym naszym wysoko cywilizowanym... ;)) o jakość zawartości swojego umysłu? Z tym już gorzej. Kto zastanawia się nad spreparowanymi informacjami? Kto analizuje wszystkie opluwania, kłamstwa? Kto lubi się w tym pławić? A kto to wszystko produkuje? Jeśli, jak mówisz, nie ma to na ciebie wpływu, to po co w to wchodzić?! To dlatego i te kupy omijam z daleka. Jeśli z taką skrupulatnością dbam o zewnętrzny fartuszek, to czemu miałbym do środka wrzucać śmieci. Przecież od tego głównie zależy moje samopoczucie, a potem to co mówię do innych.

Starczy, bo zapachy już zaczynały się zmieniać ;). A żeby nie być tak osamotnionym w swoim patrzeniu na ten temat, posilę się piosenką.

29 grudnia 2009

Leszczynowa Dolina.

A na długi (kończący stary i zaczynający nowy rok) weekend wyjeżdżamy na przyrodę. Z daleka od sylwestrowych huków i hałasów, pijanych gęb, głośniej muzyki i całego tego zamieszania związanego z tym wydarzeniem.

Czasem dla spokoju trzeba uciec z domu. Dziwne to, ale niestety na nasze czasy prawdziwe. Ludzie często uciekają z własnego domu, gdy już nie ma w nim schronienia, np. w czasie wojny. My wprawdzie nie uciekamy przed wojną, ale w poszukiwaniu chwili spokoju w czasie sporego miejskiego rozgardiaszu.

Wprawdzie miejsc spokojnych na szczęście jeszcze jest sporo, ale gdybyście mieli okazję i ochotę, to zaglądnijcie do Leszczynowej Doliny. Przyjmą was tam z serdecznością i ciepłem. Ugoszczą obfitym i zdrowym jedzeniem. Tam właśnie zawitamy na spotkaniu lat.

A w nowym roku spokojnych nowości i inspiracji dla wielkich dokonań i tych malutkich, ale też korzystnych. Tak Wam życzę. Kimkolwiek jesteście.

27 października 2009

Jesień idzie - nie ma rady na to...


I chociaż już we wrześniu mógłbym to napisać, to jednak dopiero dzisiaj rano jadąc rowerem aleją i rozdmuchiwując kołami opadnięte liście zauważyłem ich obfitość. A na potwierdzenie jesieni zdjęcie. Te małe kropeczki, to ptaki w kluczu ;). A jak ich nie widać, to znaczy, że aparat słaby i odległość wielka. Zresztą domyślcie się i uwierzcie na słowo: tam są ptaki.

Dla tych co może czekają na OSPĘ jesienną mam informację. Już się pojawiły pierwsze oznaki, że będzie. Dopóki jednak nic nie ukonkretyzuje się, to będę niemy. Dam znać, gdy to się zmieni.


O jesieni i jej mocy informacyjnej o przemijaniu... wystarczy. Na pocieszenie rzut oka do mojej aktualnej "stajni". Niewątpliwie jesienno-zimowe wieczory będą poświęcone wytrwałemu "rzeźbieniu" tychże przedmiotów ;). Dziwne to, ale naukę, która powinna znaczyć wiek pacholęco-młodzieńczy przeniosłem na lata wieku średniego. Bo niby dlaczego nie teraz miałbym się "wgryzać" w gryf. Teraz przynajmniej wiem po co to robię i do czego mi się to przyda.

25 września 2009

Mucha Nie Siada.

Film stary i pewnie nie raz oglądany, ale nie mogłem się oprzeć, by go tu nie umieścić. Poza swoim specyficznym dowcipem przekazuje bardzo ciężką prawdę ;).
No bo, czy wam to czegoś nie przypomina?

26 stycznia 2009

Bo żona go zdradziła.

Idąc dzisiaj rano do pracy (bo w piątek zostawiłem rower w pracy) przez jakieś 50 metrów jak dwa patyki w rzece szedłem obok pijanego młodego człowieka. Bardzo zażenowany był tym, że jest pijany tak wcześnie, chociaż nie był to już świt i słońce tkwiło już wysoko. Prawie od razu usprawiedliwił się tym, że żona go wczoraj zdradziła, albo może wczoraj się o tym dowiedział i wczoraj też z tego powodu poszedł się upić.

Chciałem go jakość pocieszyć i dość impulsywnie powiedziałem, że świat nie kończy się na jednej kobiecie, ale od razu dostałem ripostę, że jest jeszcze dziecko-córka. I gdy to mówił, to bardzo wyraźnie posmutniał. Nim nasze wspólne 50 metrów minęło, cóż mogłem, pożyczyłem mu mimo wszystko powodzenia.

Przed tym spotkaniem byłem pogrążony w swoich myślach i problemach. W momencie zauważyłem, że moje problemy nie są tak wielkie jak jego. W momencie spostrzegłem rozwiązania na swoje problemy, a nawet przestały one być problemami. Chciałbym, aby i jemu tak prysły jak mi. Może jest już lepiej. Pewnie się tego nie dowiem nigdy.

"Jak dwa patyki, w górskim strumieniu,
Na chwilę tylko, spotykamy się.
By płynąć razem i z prądem walczyć,
Aż głaz rozdzieli na zawsze nas..."

28 grudnia 2008

Wszystkiego dobrego po świętach...

... a w okienku spóźnione "Słowo na święta" Martina Lechowicza. Spóźnione u mnie, bo Martin już dawno nagranie puścił w użytek. No cóż, tekst w sumie nie banalny ;). Szkoda tylko, że tak bez krytycznie wrzuca w usta Jezusa swoje słowa, ale poza tym jak najbardziej.

23 grudnia 2008

Tacy byliśmy...

Niby już dzisiaj pisałem, ale coś mi się dobrze pisze, więc jeszcze taki montaż, który mi się napatoczył gdzieś, skądś. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy dorastali w tamtym, nieco normalniejszym świecie. To takie przesłanie przed wykupywaniem "szczęścia" dla swoich dzieci w tych wszystkich wielkich sklepach przed Świętami Konsumpcji i Obżarstwa (chyba tak dla pośmiewiska są one jeszcze nazywane Świętami Bożego Narodzenia). Może lepiej zastanowić się wcześniej, czy to co chcemy dać, to nie jest jedynie pustka zapakowana w prezent. Nie dajcie się nabić w butelkę.

Obiecany filmik, a że ktoś go zbudował na piosence Dylana, to tym bardziej mi się podoba. Miłych wspomnień :).

01 grudnia 2008

Napisz kilka słów... ot tak od siebie.

Tak na statystykę patrząc, to jest was wiele. Po komentarzach w tym czytadle jednak nie można tego stwierdzić. Tak, do was mówię drodzy czytelnicy. Czytać lubicie, pisać mniej. Warto jednak czasem kilka słów skreślić, tak żeby było wiadomo o czym pisać. Wprawdzie i tak będę pisać to co ja będę chciał, ale dobrze jest wiedzieć jaki jest odbiór. Przecież nie trzeba nawet się podpisywać imieniem i nazwiskiem. Nikt was nie widzi.

Mimo wszystko jednak dobrze, że więcej jest czytających niż piszących, bo kto by to czytał? I nie jest to przypadłość tylko tego bloga. Do pisania potrzeba nieco więcej wysiłku, a jak mawiają moi znajomi, myślenie boli. A na pewno wymaga pewnej mobilizacji, co w dzisiejszych, leniwych czasach, rzeczywiście boli. I z biegiem tej degradacji coraz bardziej.

A tak na koniec jeden z utworów King Crimson. Ludzi, którym się chciało. Z mojej ulubionej płyty Lizard.

29 listopada 2008

Pustka w umyśle.

Tak niby mógłbym co innego robić teraz, na przykład przespać się mógłbym, bo czekam na coś i warunki ku spaniu sprzyjające. Ostatnio jednak bardziej mnie ciągnie do większej aktywności, bo co komu z mojego spania. Można by jeszcze pogrzebać w necie i poszukać. Ale czego? Coś na pewno wcześniej, czy później by się znalazło, bo to przecież kopalnia pomysłów na zużywanie czasu.

Nie mniej jednak naszedłem na tą moją pisaninę i postanowiłem...
No tak cały pomysł na dzisiejszy wpis gdzieś się rozpłynął. Często tak mam, że gdy pojawi się czas na zapisanie, to pustka w głowie niweczy wszystko. Pewnie spowodowane to jest zbyt dużym rozluźnieniem. Gdy na co dzień spięcie wszystkich wydarzeń powoduje pewną kumulację wytężonej pracy umysłu, to wszystko w nim się dość logicznie i sprawnie porządkuje. Gdy przychodzi "luzik", to niszczy on wszystko co twórcze i lenistwo już bez problemu zostaje prezesem wydarzeń.

Tak właściwie, to myślałem sobie, że po prostu tak odpocznę przy pisaniu i pewnie dlatego taką pustkę zastałem. Jak widać, odpoczywać też trzeba umieć. Pamiętam wolny, zmarnowany czas za młodu, gdy nie miałem co robić, to sobie po prostu spać szedłem. Nieraz jak się budziłem wieczorem po przespaniu za dnia kilku godzin, to nie wiedziałem, czy jest rano, czy wieczór. A najlepszym pytaniem na to przebudzenie, to było: "Czy co?" Po prostu jak jakiś nawalony śmietnikowy kloszard po denaturacie. Zwierzęce życie. O ile tu o życiu może być jeszcze mowa.

Właśnie zatytułowałem tego posta, ale nie jestem pewien, czy to dobry tytuł, bo tak do końca całkowitej pustki nie sposób osiągnąć, szczególnie tam, w umyśle. Przecież on ciągle chce być aktywny przewija, odtwarza bardzo wiele informacji i nie widać im końca. Na pewno teraz stada buddystów i innych impersonalnych zwolenników zmierzających do tej ciągle nie zdobytej "pustki" zakrzykną mnie, że jest to do zrealizowania. Dla mnie jednak sprawa jest prosta: dopóki umysł umysłem, dopóty w nim niekończące się wydarzenia, walki, przepychanki, cierpienie, ale też radości, przyjemności, wspomnienia, marzenia... I wymieniać można by tak bez końca. Na ile pojemności w nim.

Warto jednak spróbować podporządkować sobie go na tyle, by to nie on kierował mną, a ja nim. Wielka tu sztuka, ale do osiągnięcia. Na pewno wymaga odwagi, wysiłku, nieco mądrości... Gdy już będzie działał tak jak ja chcę, będę mieć w nim przyjaciela, póki jest inaczej, to co chwilę mam kłopoty.

25 listopada 2008

Brak piosenki.

Zima przysiadła nam na plecach znienacka, jak na biednych drogowcach co roku zaskoczonych :). A w głowie jakaś taka pustka, którą nijak zamienić w słowa. Gdzieś to tu, to tam, słychać o jakichś sukcesach znajomych. O swoich sukcesach zapomina się szybko, a może to po prostu nic wartościowego, jeśli tak szybko znikają w jaskini pamięci? A pewnie i tak nie o to chodzi, jeśli chodzi o prawdziwą satysfakcję ;).
Ale mimo wszystko coś chciałem tu napisać, bo dawno nie napisałem piosenki, a chociaż tutaj coś skrobnąć można.
A przed chwilą ktoś mi powiedział: Twoje piosenki się przydają... Pisz... :) Pewnie coś znowu napiszę.
A tak na wesoły koniec jeden z filmów POlka:

21 lipca 2008

A jaskółki gadały...

Słyszałem jak dzisiaj jaskółki rozmawiały między sobą, że jutro będzie ładna pogoda, bo ludzie wysoko głowy zadzierają, gdy je podglądają przy lataniu. Punkt widzenia leży w zależności od miejsca siedzenia. W tym przypadku z jednej strony od punktu latania, albo może raczej "lecenia".
Ale już chyba późna pora, bo coś mi się mocno dziwne rzeczy piszą, chociaż nieraz trzeba sobie tak popisać, gdy liryzmu brak w zabieganiu.

10 czerwca 2008

Ja raczej taki outsider jestem w tym temacie ;).

Tak mi się właśnie powiedziało, gdy kolega zapytał mnie przedwczoraj: "to co, dzisiaj wieczór kibicujemy?!" Zwykle z daleka omijam tego typu ogólnonarodowe histerie (podobno jakiś mecz był) i tak też było w ostatnią niedzielę. Ale nie powiem korzyści z tego też dla mnie były, bo bardzo miło jest wejść w pogodny dzień wieczorem do parku, gdzie ludzi wywiało. Przez godzinę nie było nikogo, a potem jakąś kobietę z psem zobaczyłem i tyle ;).

Może ktoś się zastanawiać, czemu u nas na stronie taka cisza. Wynika to z tego, że walczymy teraz z płytą, a właściwie z materiałem do niej. Niestety nie da się pogodzić grania koncertów z nagrywaniem płyty. Są to zupełnie różne dwie aktywności, jedynie na pozór podobne. Wymagają zupełnie innego przygotowania. Może gdybyśmy byli osobami jedynie zaangażowanymi w ten jeden zespół, to może byłoby inaczej i w krótszym czasie wszystko odbyłoby się. Niestety tak nie jest. Na co dzień trzeba jeszcze jakieś pożywienie i przyodzienie zdobyć. Plus tysiące innych pomniejszych rzeczy.

No to czekam dalej, może niebawem jakaś trąbka kibica oznajmi mi, że znowu można wybrać się na samotny-bezludny spacer. Na szczęście są jeszcze miejsca, gdzie zgiełk i stadionowy nastój nie dochodzi. Oby jak najdłużej.

A dla wszystkich oczekujących/przeglądających zapowiem cicho, że niebawem nowy design strony zespołu się pojawi. Na dniach...

Dziękuję za wszystkie uwagi do "Pustki". Wychodzi na to, że pierwotna wersja pozostanie. Mimo lekkich sprzeciwów ze stron różnych :). Tak jak Apolinary napisał, mimo waszych głosów, to ja decyduję na końcu, bo ja to będę śpiewać.

18 maja 2008

Jedyna stała rzecz.

"Jedyna stała rzecz w tym świecie, to zmienność."

Tak, coś nieraz usłyszę i potem siedzi takie zdanie w głowie. Jeśli się do czegoś przyda, to dobrze, jeśli nie, to męczy, dopóki gdzieś nie odpłynie z umysłu.

Tym razem przy końcu weekendu poruszyło mnie przemijanie. Na co dzień nie zauważalne. Gdy zaczyna się nowy tydzień, albo kończy, to wtedy wypływa. Na pewno częściej, ale wtedy jest widoczne, bo kończy się lub zaczyna jakiś cykl. Jeden po drugim, a potem następny i następny i... dokąd?

"Narodziny, choroby, starość i śmierć - oto krótka historia naszego życia". Więc po co się rodzić? Ano po to, żeby się stąd wyrwać! Bo jeśli nie po to, to znowu przyjdą narodziny, choroby, starość i śmierć.

Na dzisiaj starczy, bo późno.

08 maja 2008

Dziś Wy decydujecie.

Tak zastanawiałem się, czy można coś napisać nie mając nic do napisania. Chyba tylko ponarzekać. Ale drogę do narzekania odciąłem sobie pisząc jednego z poniższych postów ;) "Kogo by tu obwinić", więc z narzekaniem skończone ;). A tak mogło być fajnie :).

Od kilku tygodni rzeźbię tekst do "Pustki". To tekst do piosenki, która jest już na wykończeniu. Ci szczęśliwi, którzy wpadną na najbliższy koncert może będą mieć okazję ją usłyszeć, ale na razie nic i tak nie gramy, bo chcemy skupić się wreszcie na płycie, a grając to tu, to tam, ciągle nie było na to czasu.

Co do "Pustki", to nurtuje mnie jeszcze jedna rzecz. Napisałem ją w pierwszej osobie, a jako, że to "ona" mówi, to mi też wypada śpiewać jako "ona", czyli jak dla mnie to trochę łyso, ale znowu tekst wtedy jest jakby bardziej wyrazisty, soczysty. Jest też druga wersja na pomysł której wpadłem dopiero wczoraj, żeby śpiewać o niej w trzeciej osobie, ale wtedy wydaje mi się, że traci na dobitności. Ale dzięki temu nie muszę śpiewać jako "ona". I co teraz?

No to może teraz zrobimy eksperyment :). Wy zadecydujecie, którą wersję ostatecznie przyjmę, a którą wyrzucę :). Wpisujcie pod tym postem swoje głosy w komentarzach. Mogą być nawet anonimy i nawet bez argumentacji. A jak ktoś będzie chciał jeszcze parę słów od siebie dodać, to tym lepiej, ale nie jest to koniecznie ;). Wiem, że w większości tylko oglądamy internet, niż w nim coś piszemy, boimy się czy co? Swoją drogą, to temat na innego długiego posta ;).

Zatem. Wersja pierwotna:

Spotkałeś mnie nie raz,
To byłam ja.
Po spełnionym akcie miłosnym,
Gdy leżałeś na wznak.

Przeniknęłam twój umysł i ciało
Zabrałam ułudę jedności.
I nie pomogło ciepło splecionych rąk
I słów choćby najmilszy warkocz


Możesz mnie nazwać jakkolwiek chcesz
Brakiem, samotnością
Pustką też.
To mnie próbujesz nieświadomie przykryć
Telewizją, muzyką
Codziennością.
Mnie nie wyrzucisz i tak jestem z tobą
W największym tłumie,
W najcichszej ciszy.

A potem znów wśród przyjaciół...
Rozmowy, śmiech i euforia.
Lecz wiesz, że najbliżej byłam ja.
Tak właściwie, to tylko ja tam byłam.

Znajdziesz mnie też tam, gdzie słabe oddechy twoje
Już łatwo będzie można zliczyć.
I jeśli życia chwile poświęcisz ciału jedynie,
To wtedy dopiero zobaczysz mnie nagą.


Możesz mnie nazwać jakkolwiek chcesz
Brakiem, samotnością
Pustką też.
To mnie próbujesz nieświadomie przykryć
Telewizją, muzyką
Codziennością.
Mnie nie wyrzucisz i tak jestem z tobą
W największym tłumie,
W najcichszej ciszy.


A może wersja wtórna będzie lepsza?

Spotkałeś ją nie raz,
Być może tak:
Po spełnionym akcie miłosnym,
Gdy leżałeś na wznak.

Przeniknęła twój umysł i ciało
Zabrała ułudę jedności.
I nie pomogło ciepło splecionych rąk
I słów choćby najmilszy warkocz


Możesz ją nazwać jakkolwiek chcesz
Brakiem, samotnością
Pustką też.
To ją próbujesz nieświadomie przykryć
Telewizją, muzyką
Codziennością.
Jej nie wyrzucisz i tak jest z tobą
W największym tłumie,
W najcichszej ciszy.

A potem znów wśród przyjaciół...
Rozmowy, śmiech i euforia.
Lecz wiesz, że najbliżej była ona.
Tak właściwie, to tylko ona tam była.

Znajdziesz ją też tam, gdzie słabe oddechy twoje
Już łatwo będzie można zliczyć.
I jeśli życia chwile poświęcisz ciału jedynie,
To wtedy dopiero zobaczysz ją nagą.


Możesz ją nazwać jakkolwiek chcesz
Brakiem, samotnością
Pustką też.
To ją próbujesz nieświadomie przykryć
Telewizją, muzyką
Codziennością.
Jej nie wyrzucisz i tak jest z tobą
W największym tłumie,
W najcichszej ciszy.


Każdy głos mile widziany :). Wybiorę jak będzie nawet tylko jeden. W komentarzach poniżej.