Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaczerpnięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaczerpnięte. Pokaż wszystkie posty

10 października 2012

Przymusowe szczepienia w "wolnym" kraju? - jak najbardziej.

Niektóre rzeczy przestają dziwić, gdy ma się dostęp do informacji, których nie sposób znaleźć w oficjalnych mediach. Podobno mamy wolne media, ale czy tak naprawdę są wolne, to bardzo łatwo sobie uświadomić znajdując fakty nie udostępnione nigdzie na wierzchu.

Nie wszyscy pewnie wiecie, że na początku wakacji, kiedy większość z Was była zainteresowana futbolowymi rozgrywkami mistrzostw Europy w polskim sejmie, prawie jednogłośnie przeszła ustawa o przymusowym szczepieniu w momencie ogłoszenia przez niezależną od rządu polskiego instytucję.

 Czy słyszeliście lub przeczytaliście gdzieś o tym? Skąd! Były tylko informacje o tym co jedli na śniadanie piłkarze angielscy lub jak ubrała się narzeczona piłkarza X. Ot take tam ściemnianie dla mas.

Poniżej artykuł, który nieco rozjaśnia dlaczego tak się stało. Publikuję go tutaj, ponieważ nie wiem, czy na oryginalnej witrynie wolnemedia.net jeszcze długo poświeci. Przecież nie jest po linii myślenia "wolnych" mediów. Na szczęście internet, jeszcze przez jakiś czas dość nie będzie kontrolowany w całości. Oczywiście nie mówię o "wolnych" witrynach typu onetu lub innego wp. Ale jak ktoś zagląda w takie szamba, to już jego sprawa.

Oryginalny artykuł można jeszcze znaleźć tutaj. A poniżej moja kopia.

Dlaczego tak szybko “załatwiono” nowelizację ustawy o szczepieniach?

Opublikowano: 24.09.2012 | Kategorie: PublicystykaZdrowie
Większość społeczeństwa zainteresowanego ustawą o chorobach zakaźnych była bardzo zdziwiona, szybkością wprowadzonych zmian. Tym bardziej, że ustawa ta miała bardzo krótki czas życia i nic nie wskazywało na konieczność wprowadzenia jakichkolwiek zmian. Wręcz przeciwnie, nawet autorzy tych zmian z trybuny sejmowej zapewniali, że zmiany są kosmetyczne. Jeżeli zmiany były kosmetyczne, to w jakim celu były dokonywane. Wyjaśnia to dokładnie “List otwarty FRECH” .
Czyżby PT Posłowie się nudzili i nie mieli nic innego do roboty jak zajmować się kosmetyką? Co prawda jeden z v-ce ministrów powiedział, że 95% zmian prawodawstwa w Polsce to dekrety Unii Europejskiej, więc może te 5% możliwych jeszcze zmian przepisów posłowie sobie uatrakcyjniają. W dniu 17 lipca 2012 roku ukazał się w wydaniu internetowym „Medycyny Praktycznej”, wywiad z p. dr Grzegorzem Bolesławem Piechą [G.B.P] dotyczący jego stosunku do szczepionek i szczepień. Jest to bardzo ciekawa lektura udzielająca odpowiedzi na większość pytań nurtujących społeczeństwo, a związanych z tempem nowelizacji, szczególnie w kontekście innych informacji podawanych w prasie a dotyczących przemysłu szczepionkowego.
I tak p. dr G.B.P twierdzi, że szczepił się przeciwko grypie “bo nie stać go było na zwolnienia lekarskie”. Jak się to ma do amerykańskich i kanadyjskich badań udowadniających, że szczepienia wcale nie zmniejszają ani dni zwolnienia ani liczby hospitalizacji? W drugim pytaniu omawianego wywiadu podaje, że “jestem zwolennikiem szczepień ochronnych, wiedząc, że w ostatnim stuleciu uratowały olbrzymie populacje”. Pytanie nadal pozostaje otwarte, albowiem p. dr GBP nie podał jakie to populacje zostały uratowane i jakie szczepienia miały tego dokonać. Flagowe przykłady podawane przez sektę wakcynologów np. że ospa została opanowana przez szczepienia są fikcją literacką, głoszoną przez nieuków. Każdy kto kończył 4 rok medycyny wie, że szczepienia przeciwko ospie, jako profilaktyka rozpoczęły się ok. 300 lat temu i dopiero po w 1978 roku WHO zadecydowało, że ospa została wygaszona. Czyli 12 pokoleń ludzi musiało być trutych, aby biznesmeni mogli stwierdzi, że wystarczy, “na tym temacie się dosyć nachapaliśmy”. To nie żarty. Już w 1760 Pierwsza dama Moskwy, caryca Katarzyna II, była szczepiona. Szczepiący ją Dimmonet dostał 12000 funtów jednorazowo, oraz 500 funtów renty. Zdziwienie budzi także fakt ukrywania olbrzymiej epidemii ospy w Anglii w latach 1870/71, która właśnie wystąpiła u osób szczepionych i po szczepieniach. Wiadomo np. z raportów marynarki angielskiej z XIX wieku, że po szczepieniu marynarzy większość umierała i pojawiały się statki widma. Więc może byłoby dobrze aby Pan dr GBP sprecyzował, kogo i gdzie uratowały szczepienia?
Znamy o wiele gorsze choroby chociażby takie jak dżumę, która zginęła po około 8 pokoleniach, bez szczepień. Poty angielskie zginęły po ok. 2 pokoleniach, bez szczepień. Zdziwienie budzi permanentnie powtarzane twierdzenie, że szczepionki przeciwko ospie cokolwiek zlikwidowały. Przypomina to filozofię dezinformacji, nie będę wymieniał autora. Zdziwienie budzi również fakt nieprzestrzegania zaleceń WHO w temacie ospy przez polski nadzór medyczny. Pomimo, że WHO ogłosiło koniec ospy w 1978 roku, w Polsce, zawsze spolegliwi wobec zagranicy eksperci, pozwolili sobie jeszcze przez 3 lata wpychać dzieciom szczepionkę, wyciągając z kasy państwowej kilka ładnych milionów [szacunkowe obliczenia: 600 000 dzieci razy 3 lata i razy ok. 30 złotych].
A obecnie, jak WHO specjalnie zmieniło definicję epidemii i pandemii, to naraz taka zaskakująca spolegliwość urzędników w Polsce! Pan dr GBP wręcz twierdzi, że pani dr Kopacz: “grała w rosyjską ruletką nie zakupując szczepionki przeciwko grypie, akurat mieliśmy szczęście, ale przynajmniej personel medyczny należało szczepić.” I to wszytko wypowiada lekarz-poseł, 3 lata po kompromitacji całej akcji świńskiej grypy. Wypowiada to, po publicznie ogłoszonych faktach odsprzedawania przez poszczególne rządy milionów, nikomu do niczego nie potrzebnych ampułek.
Mało tego, opowiada to, po opublikowaniu prac naukowych, np. Konferencja Interscience Antymicrobal and Agents Chemioteraphy [publikacja internetowa z 10.09.2012], udowadniających, że ludzie którzy szczepili się w 2008 i 2009 o wiele ciężej przechorowują grypę, aniżeli nieszczepieni. W związku z tym, że trudno będąc normalnym człowiekiem eksperymentować na ludziach, przeprowadzono dodatkowe specjalne eksperymenty na zwierzętach, które potwierdziły spostrzeżenia kliniczne lekarzy praktyków. Zarażone uprzednio zwierzęta, ciężej chorowały po szczepieniu. Niemiecki epidemiolog Wolfgang Wodarg, wywołał burzę twierdzeniem, że “Firmy farmaceutyczne wpłynęły na naukowców i WHO, aby zaalarmowały rządy o epidemii. Oskarżył koncerny o narażenie milionów ludzi na ryzyko powikłań, między innymi, z powodu tempa przygotowywania szczepionki. Również Puil Flynn z podkomisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy twierdzi, że taka spirala strachu była spowodowana także zmianą definicji pandemii. Dawniej pandemia była ogłaszana jeżeli w co najmniej 6 krajach ogłoszono epidemię. Obecnie wystarczy występowanie danego wirusa lub bakterii w 6 krajach, aby były podstawy dla urzędników do ogłoszenia pandemii. I proszę się zastanowić, dlaczego taka wielka organizacja jak WHO, nie ogłosiła do dnia dzisiejszego takich pandemii jak: gruźlicy, malarii, kiły czy rzeżączki. Przecież te choroby występują nie w kilku czy kilkunastu krajach, ale w ponad 100?
I o tym pan Przewodniczący Komisji Zdrowia nie wie?
Najciekawsze jest to, że w obronie “ekspertów “ z WHO wystąpiły firmy farmaceutyczne produkujące szczepionki. GlaxoSmithKline pisze wprost: ”Oskarżenia są pozbawione podstaw i wprowadzają opinię publiczną w błąd”. Pozostawiam to bez komentarza. Cztery giganty produkujące szczepionki zarobiły krocie. Sami Francuzi zakupili szczepionek za prawie miliard euro, Niemcy za 417 milionów euro, a Włosi za 184 mln euro. Szacuje się, że GSK zarobił na samej szczepionce 2,5 mld euro, Sanofil-Aventis 865 mln euro, Novartis -700 mln euro. Roche na sprzedaży tylko jednego leku Tamiflu [w Polsce koszt ok. 200 zł], przed 10 laty reklamowanego jako lek na ptasią grypę, zarobił na świńskiej grypie 2.2 miliarda euro, 400% więcej aniżeli przed ogłoszeniem epidemii. A skuteczność tego leku jest podobna do aspiryny za 2 zł, lub grogu. Cena w zależności od jakości [oczywiście grogu]. I to wszystko na bazie strachu nagłaśnianego przez ekspertów, pomimo faktu, że wirus A1H1 jest znany od 1976 roku, kiedy to wydobył się z laboratorium wojskowego w Forcie Dix NY. Wyciek tego wirusa miał swoje uzasadnienie. Wymusił przyznanie 100 milionów dolarów na badania nad szczepionką przeciwko grypie. Proszę zauważyć, konsumenci tych 100 milionów dolarów spokojnie czekali prawie 30 lat na ogłoszenie sukcesu posiadania szczepionki. To się nazywa długofalowa polityka. Jak wiadomo, przez całe 40 lat, nie ogłoszono w Polsce ŻADNEJ EPIDEMII. Ciekawe więc na podstawie jakich to prac naukowych, pan dr G.B.P. twierdzi, że to niebezpieczny wirus? A cała manipulacja medialna polegała na zmianie nazwy. Dodano przymiotnik świńska, jako coś obrzydliwego i machina propagandy prowadzona przez usłużnych idiotów ruszyła. Ale ile zarobili? Czyli całe działania p.dr GBP są obliczone na wywołanie kolejnej epidemii, tym razem strachu. Poważną poszlaką jest udzielenie wywiadu właśnie czasopismu sponsorowanemu przez firmy farmaceutyczne, czyli sekcie wakcynologów.
Oczywiście nie mogło się było, w takiej sytuacji, obejść bez zadania pytania przez prowadzącego: “czy państwo powinno przeciwdziałać ruchom antyszczepionkowym”. Odp.; ”Trzeba wydawać na to pieniądze… konieczna jest współpraca mediów”. I MAMY PROBLEM. NIE DOŚĆ, ŻE WYCIĄGA SIĘ Z KASY PAŃSTWOWEJ PIENIĄDZE NA ZAKUP NIKOMU, DO NICZEGO NIE POTRZEBNYCH SZCZEPIONEK. Brak bowiem, w chwili obecnej, jakichkolwiek prac naukowych wykazujących skuteczność szczepień np. przeciwko grypie. Wręcz przeciwnie, szczepienia wykazują wzrost zachorowań i zgonów przy skuteczności porównywalnej do mycia rąk. Jak wiadomo przy myciu rąk żadnych powikłań jak do tej pory nie zanotowano. No, obecnie może wakcynolodzy potrafią coś wypreparować. Poniższe wykresy przedstawiają typowy przebieg chorób z zaznaczeniem daty stosowania szczepionek.
Wyraźnie widoczny wzrost zachorowań po wprowadzeniu szczepień przeciwko ospie.
Ale jak widać na załączonym obrazku, sekta wakcynologów jeszcze chce, za państwowe pieniądze, ukrócić wolność słowa, czyli działać sprzecznie z art. 18 Karty Praw i Wolności ONZ.
Dalsza część odpowiedzi jak na lekarza, jest również zaskakująca. Cytuję: ”Te ruchy to wielkie zagrożenie.” Dla kogo są zagrożeniem? Tego dr G.B.P. nie ujawnia. Popatrzmy jednak na fakty. Tylko dzięki działalności przeciwników bezmyślności udało się np. wyeliminować, przynajmniej częściowo, rtęć ze szczepionek. Pomimo, że wiedza nasza w okresie ostatnich ok. 100 lat znacznie wzrosła w zakresie przewlekłych zatruć, to nie dotarła ona do przemysłu szczepionkowego i jego popleczników. Jak pokazują prace naukowe, dopuszczalne dawki są przekraczane wielokrotnie.
Kolor czerwony – zawartość rtęci w szczepionce p. grypie, kolor zielony – dopuszczalna norma.
Poza tym w latach 1930., kiedy to wprowadzano szczepionki do użycia, dziecko dostawało jedną szczepionkę. Jak Big Pharma zwietrzył interes, to liczba podawanych szczepionek wzrosła do 16 w pierwszym roku życia. Wraz ze wzrostem liczby szczepień wzrastała kumulacja rtęci. Tego oczywiście p. dr G.B.P. nie zauważa. Zdziwienie i zaskoczenie budzi bezmyślne powtarzanie przez wakcynologów twierdzenia: “jakoby z jedzeniem dziecko dostawało więcej rtęci”. Trzeba naprawdę mieć zerową wiedzę na temat fizjologii człowieka, aby takie nonsensy głosić publicznie. Przeciętny student bałby się kompromitacji. I tak:
1. Na ogół w pierwszym okresie życia, do ok. 3 roku, mózg dziecka dopiero się rozwija. Może u wakcynologów jest inaczej. Nie wiem.
2. Rtęć jest znaną neurotoksyną.
3. Dziecko przynajmniej do pierwszych kilku miesięcy odżywia się głównie mlekiem matki.
4. Wśród pediatrów następuje szeroki ruch przywracania karmienia naturalnego niemowlaków.
5. Ok. 75% przeciwciał jest zlokalizowanych w przewodzie pokarmowym.
6. Matka karmiąc piersią przekazuje dziecku przeciwciała zabezpieczające go, w zależności od długości karmienia piersią, do roku życia.
7. Przekazane dziecku przeciwciała w większości przypadków wystarczają do zabezpieczenia przed zakażeniem.
8. Praktycznie brak w okresie 1-3 roku, możliwości zetknięcia się dziecka z np. wirusem żółtaczki.
9. Wakcynolodzy ignorują ten szlak pokarmowy i detoksykacyjny podając rtęć bezpośrednio do układu krążenia.
10. Dodatkowo także podają w szczepionkach inną neurotoksynę – aluminium, odpowiedzialną m.in za chorobę Alzheimera.
11. Podają więc dwie silne neurotoksyny w ilości przekraczającej kilkaset procent dopuszczalne dawki i twierdzą, że to nic nie znaczy.
12. Nieznana jest jakakolwiek praca p.dr GBP na temat skutków szczepień, a jako przewodniczący Komisji Sejmowej mógł wymóc na Ministrze Zdrowia otwarcie, przynajmniej w miastach wojewódzkich, laboratoriów badających rtęć, aluminium, ołów i fluor u dzieci. Są to znane neurotoksyny upośledzające pracę mózgu.
13. Wbrew twierdzeniom o swojej walce o zdrowie społeczeństwa nie próbował nawet powalczyć o powrót “tranu” do szkół, chociaż wiadomo, że podawanie wit. D ma większe znaczenie w profilaktyce grypy i grypopodobnych chorób, aniżeli szczepienia.
14. Zamiast tego pracuje intensywnie nad wzrostem skażenia dzieci, w ramach np. wprowadzania fluoryzacji do szkół czy przedszkoli czy wymuszaniu szczepień.
Zupełnie kuriozalne jest twierdzenie kończące wywiad pana Doktora cyt: “Dobro wspólne w postaci zdrowia całej populacji jest w tym wypadku ważniejsze niż wola przysłowiowego Kowalskiego. Jednostka musi się w demokratycznym państwie podporządkować pewnym regułom, inaczej mamy do czynienia z anarchią.” i dalej ”W końcu mamy kodeks ruchu drogowego i nie wolno nam jeździć jak nam się podoba przede wszystkim z uwagi na bezpieczeństwo innych uczestników ruchu.” Ręce opadają, w 22 lata po rzekomym upadku “komunizmu” mamy wypowiedź członka partii uchodzącej za prawicową, jak z epoki Bieruta.
AD REM
1. Brak jakiejkolwiek pracy naukowej czy medycznej potwierdzającej w/w twierdzenie. Wręcz przeciwnie, wszelkie prace naukowe publikowane do tej pory przeczą temu twierdzeniu. Szczepienie, jeżeli w ogóle daje odporność, to na okres 3-5 lat. Jeżeli dziecko kończy okres szczepień to ma najwyżej 18 lat. Innymi słowy, całe społeczeństwo w wieku powyżej 30 roku życia jest nieuodpornione na choroby dziecięce. ŻADNEJ EPIDEMII Z TEGO POWODU W OKRESIE OSTATNICH 70 LAT NIE ZAOBSERWOWANO, W ŻADNYM KRAJU NA ŚWIECIE.
2. Zanotowano całą masę lokalnych epidemii po szczepieniach np. w Polsce po szczepieniu polio. Do dnia dzisiejszego rodziny nie otrzymały żadnego odszkodowania.
3. Po trzęsieniu ziemi na Haiti wystąpiła epidemia przyniesiona przez Pakistańczyków. Udowodniły to badania genetyczne wirusa. Oczywiście społeczeństwo odszkodowań nie otrzymało.
4. W Indiach po szczepieniach przeciwko polio w 2011 roku wystąpiło 47 500 przypadków paraliżu [Indian Journal of Medical Ethics]. Czyżby p. dr GBP nie znał faktów?
5. Holocaust się już nie powtórzy. Eliza Walczak dla „Monitora Polskiego”.
6. Szczepionka polio spowodowała 47 500 przypadków paraliżu u hinduskich dzieci w 2011 r.
7. Wydany w Polsce, przez Ministerstwo Zdrowia, “Podręcznik epidemiologii” dla szkół średnich, Warszawa 1996r., przedstawia wykresy spadku zachorowań na wiele lat przed wprowadzeniem szczepień. Czyżby rzeczona Komisja Zdrowia nawet takiego poziomu nie reprezentowała?
8. Sprawę porównywania szczepionki do ruchu samochodowego, bardzo pięknie spointowała p. Socha, nie będę więc tego tematu poruszał. Ale jest to przykład typowej turanszczyzny pomieszanej z bizantynizmem. “Ja ustalam zasady, a ty masz jeździć“ w imię oczywiście wyższych celów. Widać wyraźnie, że p. dr GBP
nie śledzi prasy. Jest już co najmniej kilka miast, w których przepisy drogowe zniesiono m.in w Holandii, a liczba wypadków drogowych nie tylko nie wzrosła ale się obniżyła. I w dodatku to nic nie kosztuje, a zarabia się na zmniejszeniu liczby nierobów-urzędników.
9. Czyli mamy jawny powrót do cywilizacji azjatyckich, ale przecież to już było; “Jednostka niczym, masy wszystkim”. Tylko pytanie: “To dlaczego, jak zaszczepimy te masy, to ten jeden nie może sobie swobodnie pochodzić”? Przecież te masy są uodpornione dzięki szczepionkom, nieprawdaż? To po co wydawać społeczne pieniądze na tego jednego opornego, który nie chce być szczepionym?
10. Wyraźnie widać, że wcale nie chodzi o bezpieczeństwo ludzi tylko o wyciągnięcie kasy. Czyli przelanie podatków publicznych do prywatnej kieszeni cwaniaków. I nie ma to nic wspólnego z nauką czy medycyną. Tylko jak wypuścimy tego jednego, a on nie zachoruje, to może się okazać, że jego sąsiad także nie będzie chciał się szczepić, a potem sąsiad sąsiada itd, itd. I ta panika strachu upadku, doskonale działającego interesu, wmontowanego w system prawny, nie obciążająca przemysłu szczepionkowego ŻADNYMI KOSZTAMI, np. leczenia powikłań, powoduje te sprzeczne z nauką i logiką reakcje. Rodzi ten strach, tyle wydaliśmy forsy i teraz to stracić?
I dalej znajdujemy informację z dnia 11.04.2011 roku Amerykański Departament Sprawiedliwości udowodnił, że koncerny farmaceutyczne, przez prawie 10 lat wręczały łapówki europejskim lekarzom. W Polsce proceder trwał w latach 2000- 2006. Jak podaje Reuters, dochody np. firmy Johnson&Johnson w samych Stanach Zjednoczonych spadły o 2,8 procent. Jednak przychody z transakcji za granicą wzrosły o 4.1%. Firma zarobiła netto 3.4 miliarda dolarów. W porównaniu z rokiem ubiegłym jej dochód wzrósł o ponad 5%. Sprzedaż farmaceutyków wynosiła 5,6 miliarda dolarów. Spory procent tej sumy to zyski z Polski. Jak podawała telewizja publiczna zmiana ustawy to koszt około 3 milionów dolarów dla zainteresowanego. Przy zarobku ponad 5 miliardów jest całkowicie pomijalnym. Powstaje pytanie: Polska współpracuje z USA w sprawie przekazywania przestępców. Dlaczego więc pomimo ukarania firm za dawanie łapówek w Polsce, żadna prokuratura w Polce nie wszczęła śledztwa, komu konkretnie w Polsce, te miliony firm amerykańskie przekazały? Odpowiedzi chyba nie będzie?
PODSUMOWANIE
Amerykańska Agencja FDA wprowadziła zakaz stosowania rtęci do wszystkich używanych kosmetyków, z wyjątkiem stosowanych wokoło oczu. Stosowanie rtęci we wszystkich kosmetykach zostało zakazane w stanie Minnesota. I to by było na tyle w sprawie jednego, ale jakże wymownego wywiadu osoby odpowiedzialnej za wydawanie społecznych pieniędzy.
Przedruk z Medycyny Praktycznej – dr GBP jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków zdrowotnych w Polsce, członek Prawa i Sprawiedliwości, poseł na Sejm RP wybrany już trzeci raz, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia. Lekarz, specjalista ginekolog i położnik. W 2007 roku zarzucono mu korupcję przy wpisywaniu iwabradyny na listę leków refundowanych. Prokuratura umorzyła sprawę z uwagi na brak dowodów na takie przestępstwo.
Autor: dr Jerzy Jaśkowski (jjaskow@wp.pl)
Źródło: PrisonPlanet.pl
OD AUTORA
Dawniej lekarze wymieniali uwagi na tematy medyczne na stronach branżowych wydawnictw. Od ok. 20 lat brak polskich czasopism medycznych uniemożliwia taką wymianę. Jedynym sposobem poinformowania społeczeństwa jest internet.
Od miesiąca maja 2012 roku, ginie w internecie cała masa publikacji – na stronie pojawia się napis “error”, albo pojawiają się napisy “W twoim kraju zabronione”. No ale oczywiście żadnej cenzury nie ma!
odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami!

28 czerwca 2012

Wakacje ;)

".W dalekiej galaktyce, w środku kosmosu, żyją oświecone istoty, które wykonują odpowiednie zadania Stwórcy uczestnicząc w doskonałym ładzie Wszechświata. Co jakiś czas któraś z nich jedzie na wakacje. Pewnego razu przyszła kolej na Arona. Aron udał się do biura podróży, by znaleźć dla siebie miejsce na spędzenie urlop u.- No cóż, Panie Aron - rzekł agent - mamy wolne miejsca na dalekich krańcach naszego systemu gwiezdnego, na "Czerwonej" planecie. Może Pan tam leżeć do góry brzuchem i cieszyć się wszystkimi przyjemnościami życia.- Byłem tam ostatnio i jest tam wspaniale, ale wolałbym coś bardziej egzotycznego - odpowiedział Aron.- To może będzie Panu odpowiadała "Zielona" planeta w sektorze gwiezdnym 381. Można tam odpoczywać w idealnym spokoju i ciszy. Ostatnio jest to bardzo popularne miejsce.- Nie - odrzekł Aron - wolałbym okolicę, w której mógłbym stawić czoło jakimś wyzwaniom, aktywnie i ekstremalnie spędzić urlop. Agent zastanowił się przez chwilę i powiedział: - Myślę, że mam coś takiego. Na dalekich krańcach kosmosu znajduje się bardzo mały sektor gwiazd zwany "Drogą Mleczną". Jest w nim ciekawa "Niebieska" planeta zwana Ziemią; można tam bawić się z samym sobą i innymi Pana kolegami, którzy spędzają tam swój urlop. Główną rozrywką jest "zabawa w chowanego". Jest bardzo popularna. Zanim Pan tam pojedzie, powinien Pan wybrać, zdecydować i zatwierdzić własnym podpisem program pobytu na Ziemi: ile żyć chce Pan otrzymać i jaką rolę odgrywać w danym życiu, jakiego ziemskiego "surwiwalu" doświadczyć, wybrać rodziców, krewnych, płeć, ciało, narodowość, kraj, klimat, i wiele innych szczegółów. Ponieważ w naszym wymiarze czas nie istnieje, może Pan dostać tyle żyć, ile Pan zechce. Tam całkowicie zapomni Pan, kim jest i jaki jest prawdziwy świat, aby mógł Pan na nowo szukać siebie, Boga, oświecenia i sensu życia za każdym razem - w każdym życiu od nowa - to ta popularna "zabawa w chowanego". W każdym życiu są bardzo fajne gry i zabawy zwane "rodziną" lub "zawodem miłosnym", "karierą zawodową". Te to dopiero potrafią człowieka rozśmieszyć i rozbawić! Aron się zainteresował: - To brzmi wspaniale i wyjątkowo. Proszę mi jeszcze powiedzieć o innych grach i zabawach, w których mogę uczestniczyć, podczas gdy będę szukał siebie, Boga i sensu życia. - Och, jest ich dużo. We wszystkich może Pan wziąć udział podczas swoich wakacji. Bardzo popularna jest "zabawa w wojownika". W tej zabawie może Pan zobaczyć, ile razy można Pana zabić w bitwie albo w innych okolicznościach, w których pomaga Pan innym sprawdzić to samo. To bardzo zabawna gra, a najzabawniejsze jest w niej to, że wszyscy traktują ją potwornie serio. Większość bierze w niej udział tysiące razy tak się podoba. Mówię Panu, można umrzeć za śmiechu, taka jest fajna. Jest też zabawa w biznes. Pokazuje, ile razy można się wzbogacić, a później wszystko stracić i znowu się wzbogacić, a duże pieniądze ciągle nie będą dawały szczęścia. Bardzo interesująca, pyszna rozrywka. Jeśli wybierze Pan płeć żeńską, może Pan sprawdzić, ile razy będzie "bolała głowa" zamiast radości z seksu, ile razy potrafi urodzić dzieci i bez przerwy o nie się niepokoić i martwić, posprzątać dom, ugotować i wyprać zanim zużyje się ciało oraz ile lat po śmierci męża będzie narzekać na jego egoizm i brak zrozumienia dla ciężkiej pracy żony w domu. Jeśli wybierze Pan płeć męską może Pan sprawdzić, ile razy na godzinę potrafi Pan myśleć o czymś innym niż seks oraz ile lat wytrzyma ciało stałej presji niszczącego stresu zapewnienia rodzinie utrzymania oraz odreagowania frustracji od nieustających urazów swojej męskiej dumy. Ale jest jeszcze lepsza: "zabawa w studiowanie" - zobaczy Pan w niej, ile teorii naukowych, filozoficznych i religijnych można włączyć do swojej kolekcji podczas jednej gry w odnajdywanie siebie. Jeśli stanie się Pan w niej dobry, może przekształcić się w "zabawę w guru", w której uczestnik pomaga innym urlopowiczom bawić się w "rozwój duchowy" już przecież doskonałej Istoty boskiej. Lecz najpopularniejszą rozrywką jest, niech Pan słucha uważnie, zabawa, która trwa równocześnie z innymi zabawami. Nazywa się "zabawą w ofiarę i męczennika na padole łez". Tu się Pan dopiero uśmieje! Boki zrywać! Zobaczy Pan, ile zwykłych neutralnych sytuacji potrafi Pan przekształcić w tragedię, urazy i katastrofy, ile razy może Pan popełnić samobójstwo poprzez jakąś wymyśloną przez siebie chorobę, np. raka, ile razy spowodować, że będzie Pan, jak tam nazywają, "NIESZCZĘŚLIWY". Przy tej grze trzeba tak wytrenować umysł, by potrafił negatywnie oceniać i osądzać doskonałą Boską rzeczywistość, a zamiast pokory i korzystnego działania myśleć w kategoriach walki "dobra ze złem". Dla nas w ogóle to jest abstrakcja! Przecież Bóg jest Miłością i jest we wszystkim co istnieje, a dobro i zło jest iluzją podziału wszechmogącego Boga na pół! Zdaje się, że w tym celu wysyłają urlopowiczów do specjalnych szkół, by się porządnie nauczyli być "nieszczęśliwymi". Ale pierwsze nauki pobiera się u tych wczasowiczów, którzy bawią się w rodziców i już doskonale umieją być "nieszczęśliwymi". Jak Pan trochę poćwiczy, to na pewno Pan się zorientuje, o co im chodzi i osiągnie ziemski sukces - Panu się też uda stać "nieszczęśliwym". Wierzę w Pana! - Bycie "nieszczęśliwym" - to brzmi kusząco i tak egzotycznie - wykrzyczał Aron! Proszę mnie natychmiast wysłać na Ziemię! Dam radę!."

11 stycznia 2012

Iluzja = głupota = ignorancja = cierpienie.

Zastanawiające jest w jakiej ludzie iluzji żyją. Ba! Nawet nie chcą z niej wyjść. O co tu chodzi?
Kiełbaska smaczna, ale nie ze świnki, tylko ze sklepu. Po prostu ręce opadają. Dorośli ludzie. Lepiej niech rzeźnia będzie gdzieś daleko. Niech nie wiem, że to co jem, cierpiało nieziemskie katusze zanim trafiło na mój talerz. Nie chcę słyszeć ryków, pisków i płaczu. Niech ktoś szybko zmyje krew z podłogi. Nie chcę o tym wiedzieć!!! Zamknij się!!! Nie mów tego!!! Cicho!!! Precz!!!

18 kwietnia 2011

Kolejne zaczerpnięte...

Tak ostatnimi czasy nie mogę się zebrać na pisanie. Dobrze, że jest jeszcze coś co można zamieścić zapożyczonego. Tym razem od 4Jivas. Zatem miłej lektury - tutaj.

13 kwietnia 2011

Wychowanie dzieci - "dzieci tamtych rodziców".

Czasem, gdy coś znajdę w sieci lub ktoś mi podrzuci, to nie mogę się oprzeć, by tu nie zamieścić. Tak też i tym razem. Może dzięki temu tekstowi, ktoś choć przez chwilę, potraktuje swoje dziecko normalnie.

Tekst skopiowany z bloga strzelca.

dzieci tamtych rodziców 2011-04-11 16:21:11

Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się

zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny.

Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.

My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.

W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.

Wspominany z nostalgią lata 80.

Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się

na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź,

matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu

szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się

pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny

pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.

Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.

Ojciec postawił mu piwo.

Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec

twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.

Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał

chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni

maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.

Nie chodziliśmy do pywatnego przedszkola.

Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.

Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.

Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.

Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody,

na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk,

zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.

Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę.

Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie

go w obowiązkach wychowawczych.

Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo - jak zwykle.

Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na Milicję, żeby zakablować rodziców.

Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.

Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną,

a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.

Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice

trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.

Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca.

Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.

Raz uwiązaliśmy psa na "sznurku od presy" i poszliśmy z nim na

spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na

sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.

Mogliśmy dotykać inne zwierząta.

Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.

Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru,

Każdy dzieciak to wiedział.

Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.

Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać,

mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy.

Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień dobry.

A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień dobry wymusić.

Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką.

Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.

Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.

Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą

stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.

Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza

gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków.

Czasami próbowaliśmy to jeść.

Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności.

Nikt nam nie liczył kalorii.

Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze

strugi. Nikt nie umarł.

Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.

Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.

Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą.

Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.

Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie

same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.

Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi

przechodnie i koledzy ze starszej klasy.

Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy

skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód.

Niektórzy wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów.

Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.

Dziękujemy rodzicom za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas „dobrze” wychować.

To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.

A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

10 listopada 2010

Dlaczego wybory mnie nie interesują?

Można by wiele napisać na ten temat, ale nie mam czasu. Póki co piosenka kapeli, która miała wpływ na moją młodość. Jak widać, chłopaki trzymają fason, mimo ogólnej grengolady muzycznej. Na szczęście nie dla wszystkich pieniądze są wyznacznikiem szczęścia :).

05 listopada 2010

Rozmiary gwiazd.

Dla wszystkich "pępków świata". Może czas wyjść z iluzji swojej wielkości ;)?

07 września 2010

Zasłyszane...

"Im więcej kogoś kochasz, tym mniej go potrzebujesz."

Mnie powaliło.
Jeśli cytat zainteresuje i pojawią się komentarze, to rozwinę temat. Póki co mi tyle wystarcza, bo wiem o co chodzi.

12 kwietnia 2010

Zamiast komentarza do katastrofy lotniczej.

Tak się zastanawiałem co można napisać, aby nie była to kolejna paplanina medialna w związku z zaistniałymi faktami. W końcu zdecydowałem, że może lepiej nic nie pisać, ale w międzyczasie wpadł mi pod myszkę link z materiałem, który zdecydowałem się zamieścić.

Cała rozpacz, strach, zamieszanie i pytania "dlaczego" wynikają tylko z jednej, ale bardzo zasadniczej prawdy, którą autor zawarł w tytule poniższego clipu, który jest równocześnie wierszem.

25 września 2009

Mucha Nie Siada.

Film stary i pewnie nie raz oglądany, ale nie mogłem się oprzeć, by go tu nie umieścić. Poza swoim specyficznym dowcipem przekazuje bardzo ciężką prawdę ;).
No bo, czy wam to czegoś nie przypomina?

17 września 2009

Szkoła socjalistyczną indoktrynacją.

Taki napis znalazłem w opisie pewnego piętnastolatka, który jest synem mojego kolegi. Ot, piętnaście wiosen, a jaka świadomość! Szkoda, że 95% dorosłych ludzi naszego kraju myśli, że teraz żyjemy w kapitalizmie :D.

I choć od '89 wiele się zmieniło, to ciągle możemy jedynie głosować (nie mylić z wybieraniem) na socjalistów różniących się między sobą tylko tym, że są wierzący-praktykujący lub mniej wierzący, albo w ogóle są spadkobiercami tych sprzed '89. Jeden worek, wszystko socjalisty jedne.

Starczy, bo polityką zajmuję się tylko raz na dziesięć lat ;). Niemniej jednak napis chłopaka mnie rozbawił. Ciekawe ilu jego kolegom da do myślenia. Pewnie żadnemu, bo socjalistyczna lawa z telewizorów, kin i gazet do granic wypełniła ich myślenie.

Dzięki temu postowi przypomniała mi się jedna piosenka z młodszych lat (kiedy Kultu słuchałem do bólu), która i na mnie miała wpływ. Może i komuś teraz otworzy oczy i pod jej wpływem wywali z domu telewizor :P. Uwaga na przechodniów na dole :).

27 stycznia 2009

Wychowanie dzieci.

Ostatnimi czasy wpadły mi przed oczy punkty dotyczące wychowania dzieci. I na szczęście nie są to wymysły współczesnych psychologów z ich teoriami wyssanymi z palca na ten temat. Jest to podsumowanie książki pt. "Praktyczne wskazówki o wychowaniu dzieci" autorstwa Ireneusza Kmiecika wydanie z roku 1928: Lwów 1928, ss. 322-325. Oparte na starej metodzie wychowania dzieci bez freudowskich, czy innych supernianiowych "nowinek". Poparte doświadczeniem wszystkich poprzednich pokoleń.

Zanim zaczniesz narzekać na dzisiejszą młodzież, zastanów się jak wychowujesz swoje dzieci. Być może żaden z tych punktów (albo niewiele z nich) ma twoim domu zastosowanie. Bardzo często ludzie kojarzą starą szkołę wychowania z pasem i klęczeniem na grochu. Zaznaczam jednak, że wychowanie w dyscyplinie nie ma nic wspólnego z biciem i poniżaniem.

Uroku dodaje język z początków dwudziestego wieku.

Krótkie upomnienia i przestrogi dla rodziców:

Rodzice mają być dla swych dziatek opatrznością.

Jak dzieci wychowacie, takimi je mieć będziecie.

Dzieci są obrazem swoich rodziców, nie tylko pod względem zewnętrznego wyglądu, jak o wiele więcej pod względem obyczajów.

Chcesz poznać rodziców, co zacz są, przypatrz się dzieciom.

Spośród dziesięciu prawych mężów, dziewięciu zawdzięcza swej matce to, czym są.

Ojciec i matka zgodni w miłości, ojciec spokojny i poważny, wyrozumiały i przystępny, matka sprawiedliwa i stanowcza, nad swą czułością panująca, ot, co dobre dla dzieci.

Lepiej jest – także dla dziecka – że dziecko płacze, aniżeli rodzice. Lepiej jest, że dzieci was proszą, aniżeli wy mielibyście prosić dzieci.

Niedołężni to rodzice, którzy zamiast łagodnie, lecz z mocą rozkazywać, proszą dzieci.

Rodzice, którzy dziatki swoje przeklinają, dają jawne o sobie świadectwo, że je źle wychowali.

Wychowanie bez Boga, czyni dzieci bezbożnymi, wychowanie bez sumienia pozbawia je sumienia, wychowanie bez bojaźni i cnoty, wyrastają na ludzi bez charakteru.

Dzieci źle wychowane są najsroższym dla rodziców biczem.

Za dużo pieszczot w dzieciństwie, wiele łez rodzicom w starości z oczu wyciska i przed czasem do grobu ich wtrąca.

Kto przy wychowaniu dziatek chce mieć błogosławieństwo Boże, ten niech nigdy nie zapomina, że dziecię otrzymał od Boga i dla Boga ma je wychować.

Jest obowiązkiem rodziców, by dla swych dzieci byli aniołami stróżami.

Źrenicą oka są dzieci dla rodziców, a zatem strzec je powinni, jako źrenicy oka, by nie uległy zgorszeniu złych ludzi.

Dzieci, nad którymi rodzice nie czuwają, zawsze złymi się stają.

Nikt tak dzieci nie psuje, jak inne złe dzieci oraz niemoralna służba domowa.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Łatwo i bez uszkodzenia dla się nagiąć młode drzewko, stare raczej się złamie, aniżeli zegnie.

Dziecko nie poprawione zawczasu ze swoich wad, wkrótce staje się występne i już niepoprawne.

Dziecko nie przyzwyczajone od najwcześniejszej młodości do bezwzględnego posłuszeństwa, rodziców jako swoje sługi traktuje.

Wola dzieci w rózdze spoczywa; tylko rózga nie powinna być batem.

Ten kto karze, winien zachować godność i bezstronność.

Karając dziecko w gniewie, zdradzamy się przed nim z naszą słabością i wzbudzamy w nim przeświadczenie, że odniosło zwycięstwo nad naszym nieumiarkowaniem.

Im surowiej dziecko karzesz, tym większe mu i okaż współczucie. Nie groź dziecku karami, których nie możesz lub nie myślisz dopełnić, inaczej wobec niego wystawiasz się na błazna.

Nie pozwól nikomu urągać dziecku ukaranemu.

Celem kary jest, by pomóc dziecku do zwycięstwa nad jego namiętnościami.

Nie mów dziecku długich kazań, lecz mówi krótko i stanowczo.

Nie tłumacz się dziecku ze swoich rozkazów, lecz mowa twoja niech będzie tak, tak; nie, nie.

Uporu dziecka nie przełamiesz długim gadaniem, lecz zachowaniem zupełnego spokoju i stanowczością.

Dziecko raz postawiwszy na swoim, zawładnie rodzicami; raz przełamany upór, uczyni dziecko uległym i posłusznym.

Nie pozwól nigdy dziecku, by cokolwiek wymogło na tobie krzykiem i płaczem; inaczej nie będzie końca płaczom i krzykom.

Dziecko kłamliwe jest już z gruntu zepsute i do wszelkich występków zdolne, szczególnie do nieczystości i złodziejstwa.

Dziecko zasługujące na karę po dziesiątym roku życia, jest już źle wychowane.

Nic tak nie psuje dziecka, jak utulanie jego płaczu pieszczotami i łakociami.

Pozwól dziecku spokojnie się wypłakać.

Nie zwódź dziecka obietnicą nagrody.

Jeżeli nie chcesz stracić zaufania dziecka, nie okłamuj go.

Najgorsi to rodzice i nieprzyjaciele własnych dziatek, którzy płazem puszczają ich wybryki.

Nie kieruj się pychą w wyborze zawodu dla dziecka, lecz jego zdolnościami i upodobaniem.

Nikomu nie dziękuje się dlatego, że jest sprawiedliwym i człowiekiem z charakterem: natomiast nikt dość nie może nadziękować się swojemu wychowawcy, gdy tenże tak wychował, że sprawiedliwość się ceni.